DIY spray do maty do jogi

diy spray do maty do jogi

… czy pilatesu. 😉 Chcesz, żeby Twoja mata do jogi pachniała świeżością po każdym użyciu i przy okazji została nieco zdezynfekowana? Czytaj dalej! 🙂

Zabierałam się do tego chyba ponad rok! I tak od roku wkurzało mnie, że nie mam takiego ślicznego pinterestowego psikadełka do maty. A używam jej prawie codziennie – teraz do jogi, a wcześniej głównie do pilatesu, więc musiałam ją prać naprawdę często, jeśli chciałam, by była higieniczna i… nieśmierdząca. 😉 W dodatku żal mi było drogiego hydrolatu oczarowego. Aż w końcu odkryłam iHerb, gdzie kupiłam po prostu mega popularny w Stanach Witch Hazel (bo stamtąd przecie pochodzi – wirginijski, no nie), a z tego powodu dwa razy tańszy. Warto dobrać sobie coś do zamówienia, bo można tam znaleźć naprawdę sporo perełek kosmetycznych (ale i spożywczych; a dla wegan i wegetarian też porządne suplementy – ten np. wystarczy brać co kilka dni) za rozsądną cenę i jakoś tak mniej szkoda kasy za wysyłkę.

A propos iHerba – najważniejsze to wybrać opcję przesyłki nierejestrowanej (bodajże Global Mail) i nie przekroczyć kwoty wolnej od podatku. Wtedy koszty są naprawdę niewielkie i na nic się człowiek nie nadzieje.

Ok, czas na przepis.

Spray do maty do jogi

diy spray do maty do jogi

Co będzie potrzebne:

  • pojemniczek sprejowy (mały czy duży, Twój wybór, ja mam mały z Tigera)
  • witch hazel (albo hydrolat oczarowy, skoro już się upierasz przy zakupach w polskim sklepie)
  • woda destylowana lub demineralizowana (w Simply/Auchanie 2,51 zł za 5 l, ale można też kupić mniejszą butelkę w dziale z rzeczami do samochodów albo na stacji benzynowej; ja skorzystałam z 5-litrowej wody mojego męża ;))
  • olejki eteryczne (do wyboru albo dowolnego połączenia): lawendowy, eukaliptusowy, z drzewa herbacianego, cytrusowy (co Ci w duszy gra ;))

Przygotowanie:

Do naszej buteleczki sprejowej wlewamy witch hazel (hydrolat oczarowy) do 1/3 wysokości.

diy spray do maty do jogi

diy spray do maty do jogi

Uzupełniamy wodą demineralizowaną, zostawiając trochę miejsca na olejki eteryczne.

diy spray do maty do jogi

Wstrząsamy. Done!

Jak używać?

Po jogowaniu, pilatesowaniu czy innych ćwiczeniach spryskujemy naszą matę gotowym płynem i przecieramy ściereczką. I już. Pachnące i lekko zdezynfekowane. Ja używam do tego ściereczki z mikrofibry (znowu: zapraszam na dział z akcesoriami do samochodów w jakimkolwiek hipermarkecie), bo uważam, że jest super, ale bawełniana też da radę (choćby z pociętej starej koszulki). Ostatecznie ręcznik papierowy też może być, tylko po co marnować papier. 😉

A Wy jak dbacie o swoją matę do jogi? Słyszałam, że powinno się ją prać w pralce, ale jakoś nie mogę się do tego przekonać i ręcznie szoruję ją szczotką. 🙂 A pomiędzy praniami od teraz będę używać tego pachnącego spreja. ❤

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

„Chcę mieć piękne ciało na plażę”, bikini body i walka z cellulitem. Czyli kilka słów o motywacji do prowadzenia zdrowego stylu życia

motywacja do odchudzania

Nazywam się Magda, ćwiczę i staram się jeść zdrowo od jakichś dwóch lat. Moją pierwszą motywacją do tych działań było zrzucenie paru nadprogramowych kilogramów, z którymi źle się czułam.

I schudłam, o czym napisałam tutaj. Wtedy jednak myślałam, że to te cyferki na wadze i centymetry na miarce decydują o moim wyglądzie i o tym jak się czuję. Celowo zaczynam w ten sposób, bo chcę pokazać Wam, że już tak nie jest. Moim zdaniem motywacja tego typu – by wyglądać idealnie pięknie bosko i, co gorsza, lepiej niż inne dziewczyny/ faceci – jest dobra na początek. Żeby w ogóle ruszyć z miejsca. Jeśli oczywiście nic innego Was nie rusza. Taka motywacja jest prosta. Bo widać rezultaty, co daje jeszcze większą motywację do ćwiczeń i przygotowywania zdrowych posiłków. Jednak jest ona też próżna. Dlatego uważam, że później (lub nawet od początku) warto skupić się na innych korzyściach ze zdrowego stylu życia.

Ale po kolei.

Wiecie kiedy przestałam obsesyjnie pilnować tego co, ile i jak często jem? Kiedy zobaczyłam swoje żebra na dekolcie. Nie chodzi nawet o to, że byłam chuda jak patyk, nie. Schudłam do 57 kg przy wzroście 165 cm. Teraz ważę jakieś 60, ale nie to jest najważniejsze – to tylko cyferki. Najważniejsze jest to, że dobrze się czuję w swoim ciele. Najwidoczniej, mimo że moja najniższa zalecana waga to 55 kg (wg BMI), to nawet 57 było już zbyt mało przy mojej budowie.

Jakoś tak już mam, że chudość mi się nie podoba. Wiem, że znajdą się i jej amatorzy, nie chodzi mi tu o krytykę bardzo szczupłych ludzi. Ewentualnie mogłabym się przyczepić do wymagań społecznych, a właściwie pierwotnie reklamowych, że piękno = chudość. Jednak to, czym jest dla mnie piękno, zostawiłabym w ogóle na inny raz, bo tekst by mi tu się niemiłosiernie wydłużył i nie chcielibyście/ chciałybyście już go dalej czytać. 😉 Chcę tutaj tylko powiedzieć o swoim mechanizmie obronnym, który chronił mnie przed skościotrupieniem i padaniem z wyczerpania.

Nie da się długo ćwiczyć dużo i jeść mało. Teraz jem sporo i ćwiczę regularnie, bo to polubiłam. Nie robię jednak paniki, jeśli zdarzy mi się zjeść coś niezdrowego albo danego dnia nie ćwiczyć wcale. Albo kilka dni, bo mam zbyt dużo na głowie. Jesteśmy tylko ludźmi, nie możemy się katować, jeśli chcemy się dobrze czuć. I niniejszym oświadczam, że nigdy nie zrezygnuję całkowicie z czekolady, ciast, domowych pierogów, placków i babki ziemniaczanej!

No dobra, zamanifestowałam, więc teraz może podpowiem Wam, jaka według mnie może być zdrowa motywacja.

#1 Ładnie podkreślone mięśnie, zamiast liczenia na spadającą wagę

Zacznę od czegoś prostego. Ogólnie uważam, że nadal jest to powód dosyć próżny, ale się nada na początek dla opornych. 😉 Zarysowane mięśnie nie tylko ładnie wyglądają, ale też świadczą o sile, a siła jest w życiu przydatna, umówmy się. Zdecydowanie nie jestem jedną z tych kobiet, które boją się podnieść coś ciężkiego. Jest takie powiedzenie „umiesz liczyć, licz na siebie”. O ile staram się myśleć pozytywnie i wierzyć w ludzi, to uważam też, że trzeba pamiętać, że nie zawsze znajdzie się ktoś, kto nam pomoże, gdy będzie trzeba coś zrobić już, natychmiast, i trzeba będzie to zrobić samodzielnie. I wtedy mięśnie się przydadzą.

A propos wagi, zachęcam do obejrzenia tego filmiku z YouTube. 🙂

#2 Dobre samopoczucie i kondycja, zamiast idealnej figury

Idąc dalej tropem myślenia długoterminowego, bo przecież przezorny zawsze ubezpieczony (ale dziś jadę tymi powiedzeniami ;)), pomyślcie sobie o tym, że warto po prostu o siebie zadbać. Nie starajcie się spełnić jakichś chorych wymagań na temat swojego wyglądu, a najlepiej wykopcie je na zawsze ze swojej głowy. Niech się lepiej zapełni czymś ciekawszym. 😉 Zamiast tego, zacznijcie wysiadać z autobusu przystanek wcześniej, wchodzić po schodach i w końcu ćwiczyć, a zobaczycie, że to Wam zacznie poprawiać humor! Zobaczycie, jak dobrze, zaczniecie się czuć. A jeśli dorzucicie do tego trochę owoców, sałatek i pełnowartościowych zbóż, takiego prawdziwego jedzenia, to poczujecie też  ogromną wdzięczność ze strony układu trawiennego. 😉 A waga? Spadnie przy okazji.

#3 Zapobieganie chronicznym chorobom, zamiast szczupłości na pokaz

motywacja do odchudzania

No dobra, lecimy dalej. Kolejnym sposobem na przekonanie się do przejścia na zdrowy styl życia jest wejrzenie w szklaną kulę i zastanowienie się nad swoją przyszłością. Chociaż tak naprawdę wystarczy spojrzeć na zniedołężniałych starszych ludzi, których w Polsce jest tak wielu, i takich, którzy mogliby być wzorem do naśladowania nawet i dla młodych osób, jak nasz polski Dziarski Dziadek, czy moja ulubiona joginka Tao. Po starszych ludziach najlepiej widać, jak „procentują” niezdrowe nawyki. Wysoki cholesterol i ciśnienie tętnicze, cukrzyca, choroby serca… Uczmy się na ich błędach. Swoją drogą, nawet w młodym wieku mogą nas dopaść konsekwencje, np. próchnica albo zadyszki. Nie wiem, jak Wy, ale ja tak nie chcę. To jest jeden z moich największych motywatorów – lęk przed zniedołężnieniem na starość. Nie chciałabym być nigdy dla nikogo ciężarem.

#4 Uelastycznianie mięśni i stawów tu i teraz, zamiast oczekiwania na „bikini body”

Ten punkt dotyczy stricte ćwiczeń fizycznych, choć dieta także ma w pewnej mierze wpływ na elastyczność stawów. Ja jednak zauważyłam, że gdy poćwiczę jogę, pilates albo popływam, to wszystkie moje mięśnie, ścięgna itd. się rozluźniają, a jednocześnie wzmacniają. Myślę, że jest to w obecnych czasach szczególnie ważne. Całymi dniami siedzimy przed komputerem, albo pochylamy się nad smartphonem, ale też nad książką i notesem – nie zwalajmy wszystkiego na technologię. Zmuszenie swojego ciała do tego, by powyginało się w trochę inny sposób przeciwdziała bólom pleców czy przygarbieniu, ale też ogólnie korzystnie wpływa na układ kostny, ale i… pokarmowy czy oddechowy. Przykład? Prostując się i otwierając klatkę piersiową, zmniejszamy nacisk na narządy trawienne, ale i płuca. Nie bez powodu najlepiej śpiewa się na stojąco. 🙂

I jak? Znaleźliście coś dla siebie wśród tych pomysłów? Przekonałam Was trochę do zmiany spojrzenia na „odchudzanie”? Obecnie, to słowo mogłoby dla mnie nie istnieć. Bo ja się nie odchudzam. Ja o siebie dbam. Pamiętajcie, że wszystko, co robicie, robicie przede wszystkim dla siebie. A może macie jakąś swoją motywację, o której tutaj nie napisałam? Dajcie znać. 🙂

* Źródło zdjęcia tytułowego: https://www.facebook.com/MotherWiseLove/

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. Mój sposób na utrzymanie wagi na wodzy
  2. Czym jest dla mnie piękno?
  3. Organizacja w diecie – moje podstawowe zasady
  4. Pokochaj siebie zanim dasz się pokochać innemu człowiekowi

Idźcie na basen!

zalety pływania

Przeglądałam bloga w poszukiwaniu dziedziny, którą zaniedbałam najbardziej i wyszło mi, że jest to ruch. W zasadzie jest to tylko poboczna dziedzina, którą chciałam się tutaj zająć – bo ile można o tym pisać, jeśli nie jest się specjalistą – jednak chciałabym Was jakoś zachęcać do codziennej aktywności ruchowej, chociażby spacerów. A wiecie co jest kolejną bardzo nieinwazyjną i bardzo rozluźniającą czynnością? Jak pewnie już się domyśliliście po niezwykle subtelnym tytule – tak, chodzi mi o pływanie. Pisałam już o tym wcześniej kilka słów, ale sądzę, że warto byłoby przeanalizować to trochę dogłębniej. Dostępność pływalni jest obecnie niesamowita, nawet w małych miasteczkach znajdziecie takową, a w dużych miastach jest ich naprawdę sporo. Ja jedną mam nawet przy swojej ulicy, a drugą 3 przystanki od domu.

Koszty

Wstęp

Wejście na pływalnię na godzinę lub półtorej pływania kosztuje najczęściej między 10 a 14 zł, chyba że jest to park wodny, gdzie możecie wejść bez czepka, macie pełen komfort i różne cuda na kiju – wtedy w Warszawie godzina kosztuje od 20 do 26 zł. Macie do wyboru też karnety w różnych cenach, najczęściej około 80-100 zł, co przy regularnym chodzeniu jest bardzo opłacalne. Zawsze można też wykupić jakiś karnet ogólnosportowy umożliwiający wstęp do różnych ośrodków sportu i na różne zajęcia. Możecie zapytać, dlaczego akurat basen, a nie np. siłownia albo jakieś zajęcia fitness (jeśli miałabym płacić za jakiś fitness, to tylko za wersję aqua). Z bardzo prostej przyczyny – siłowo i aerobowo możecie ćwiczyć też w domu, możecie wykorzystać własne ciało jako ciężar (jak w pilatesie), możecie sobie kupić taśmy, ciężarki i inne akcesoria i mieć je forever. Co więcej, podczas ćwiczeń, zwykle człowiek mocno się poci, a w wodzie tego nie widać, co też jest komfortowe. A gdzie znajdziecie wodę do pływania zimą? Na egzotycznej wyspie na drugiej półkuli albo właśnie na basenie. Dlaczego więc nie skorzystać? Zwłaszcza, że pływanie ma wiele wspaniałych zalet, o których za chwilę.

Akcesoria

zalety pływania

Aby wejść na basen potrzebujecie 3 rzeczy, w które musicie zainwestować – to, że używam tego akurat słowa nie oznacza, że musicie zainwestować dużo – stroju, czepka i klapek kąpielowych. Można je oczywiście kupić w sklepach sportowych, ale będą niekoniecznie tanie, także jest to już kwestia upodobań i funduszy. Jeśli chcecie zaoszczędzić, szukajcie przecen, kupujcie przez internet albo szukajcie tygodni tematycznych w sklepach typu Biedronka czy Lidl. Ja swoje klapki kupiłam przecenione, strój kąpielowy nabyłam właśnie w Biedronce, a po czepek udałam się już do sklepu sportowego, bo chciałam mieć porządny – poprzedni pękł mi na basenie, co kosztowało mnie sporo stresu. Ogółem moje akcesoria mogły kosztować ok. 60 zł. Dla osób pływających we właściwy sposób – z głową pod wodą, polecam też okularki – tutaj akurat cena ma znaczenie, lepiej dopasowane są mniej podatne na przepuszczanie wody.

Dlaczego warto?

Bo pływanie:

  • rozluźnia mięśnie spięte po całym dniu/ tygodniu pracy,
  • nie obciąża kręgosłupa ani stawów – a wręcz zwiększa ich elastyczność, koryguje wady postawy,
  • zwiększa pojemność płuc (o ile się pływa jak człowiek, z głową pod wodą ;)),
  • sprawia, że pracują WSZYSTKIE mięśnie – ciało ciężko pracuje, by utrzymać się na wodzie,
  • powoduje spalanie ok. 500 kcal na godzinę, gdy pływa się dość powoli – w wodzie jest większy opór niż w powietrzu, więc trzeba pracować intensywniej,
  • odmładza 😉 – regularne pływanie sprawia, że ciało może wyglądać o wiele młodziej – nawet o 20 lat; tym lepiej, że pływanie jest zalecane w KAŻDYM wieku,
  • łagodzi dolegliwości ciążowe (opuchnięcia, bóle stawów) i ćwiczy mięśnie, które grają pierwsze skrzypce podczas porodu ;),
  • uspokaja i uszczęśliwia – podczas wysiłku wydzielają się endorfiny, a spokojny oddech koi zszargane nerwy,
  • zmniejsza cellulit,
  • hartuje organizm – bo temperatura wody jest niższa niż temperatura ciała,
  • nie powoduje „zakwasów” – jedyne, co może Wam grozić, to skurcz (jeśli skurcze zdarzają się Ci często, to musisz dostarczać sobie więcej magnezu i potasu – ogranicz kawę, rób sobie bananowo-kakaowe smoothie, jedz gorzką czekoladę i suszone morele albo po prostu suplementuj te minerały).

Co wziąć ze sobą?

zalety plywania (2)

Gdy idziecie na basen potrzebujecie zestawu akcesoriów i kosmetyków, podrzucam więc Wam moją listę:

  • kostium kąpielowy – dziewczynom polecam kostium jednoczęściowy, bo zdecydowanie lepiej trzyma się ciała niż bikini i jest wygodniejszy, a chłopakom przylegające gatki – stawiają mniejszy opór niż takie majtające się spodenki plażowe,
  • czepek – najlepiej z dość grubego materiału, bo się nie porwie i ustrzeże Was przed tym, co ja przeżyłam ;),
  • klapki – lepiej kupcie sobie gumowe, a nie piankowe – grzybki łatwiej wnikną w piankę ;),
  • ręcznik – duży, jeśli chcecie mieć możliwość komfortowego owinięcia się w niego po prysznicu, mały, jeśli chcecie czegoś, co zajmie mniej miejsca w torbie czy plecaku,
  • gumka do włosów – jak ktoś ma długie włosy, to zdecydowanie ułatwia zakładanie czepka,
  • żel pod prysznic – na pływalni może być dozownik z żelem, ale ja tam wolę mieć swój bezeselesowy – wykorzystuję do tego małe pojemniczki, jak podczas podróżowania,
  • krem do twarzy i balsam do ciała – chlorowana (czy w inny sposób oczyszczana) woda wysusza skórę, więc balsamy zmniejszą nieprzyjemne uczucie ściągnięcia,
  • dezodorant/ antyperspirant – przyda się, jeśli idziecie na basen rano, jeśli wieczorem… no cóż, nie widzę powodu blokowania naturalnych procesów oczyszczania organizmu na noc,
  • szampon, odżywka – to akurat nie jest na mojej liście, wolę myć głowę w domu, ale jeśli macie taką potrzebę, to po prostu weźcie ze sobą (odżywkę najlepiej bez spłukiwania, zawsze to szybciej),
  • grzebień/szczotka – warto, zwłaszcza, gdy myjecie głowę na basenie,
  • płyn do demakijażu i płatki/ ściereczka – jeśli idziecie na basen np. bezpośrednio po pracy i nie macie gdzie zmyć makijażu.

Przeciwwskazania

  • niezagojone rany, infekcje,
  • choroby płuc, oskrzeli i serca (chociaż z pewnością nie wszystkie choroby serca, dlatego też warto skonsultować to z lekarzem),
  • wcześniejsze spożycie alkoholu.

Cóż więcej mogłabym dodać? Pływanie jest doskonałą formą aktywnego wypoczynku, odstresowuje, odmładza i spala kalorie, jest niedrogie i dostępne… Same zalety! Jeśli nie jesteście pewne/ pewni, czy możecie korzystać z pływalni, skonsultujcie się z lekarzem. I do dzieła! 🙂

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. 17 powodów, dla których warto… chodzić pieszo
  2. 7 zdrowych nawyków, które naprawdę warto wprowadzić na wiosnę
  3. Dlaczego ćwiczę jogę? + video dla początkujących
  4. „Chcę mieć piękne ciało na plażę”, bikini body i walka z cellulitem. Czyli kilka słów o motywacji do prowadzenia zdrowego stylu życia
  5. Najlepszy posiłek potrenigowy: smoothie

17 powodów, dla których warto… chodzić pieszo

zalety chodzenia

Wiecie jaki jest najlepszy sposób na to, by zacząć chudnąć/ dbać o siebie/ zdrowiej żyć/ utrzymać linię (itd.)? Ruszyć się! Trzeba ruszyć swój tyłek z łóżka/ kanapy/ sprzed telewizora i komputera.

I wcale nie chodzi mi o to, że macie wstać i zrobić 100 pajacyków, pompek, nie wiadomo czego, wsiąść na rower albo w ogóle biegać (bez obrazy joggerzy, ja po prostu biegać nie znoszę ;)). Idźcie do sklepu dalej niż „pod domem” (możliwe, że to opłaci się Wam też finansowo ;)). Wysiądźcie przystanek wcześniej wracając do domu z pracy/ szkoły/ spotkania itp. Przejdźcie się na kilka minut, aby zaczerpnąć świeżego powietrza – to także świetny sposób na przerwę w pracy lub nauce. Lista zalet chodzenia pieszo jest nieskończona. Można byłoby ją otworzyć tym, że 75 minut spacerowania w tygodniu, może wydłużyć nam życie nawet o 2 lata. Uprzedzając komentarze, że stracimy je podczas chodzenia, zapytam tylko – biorąc pod uwagę pozostałe zalety spacerów – czy na pewno „stracimy”?

Teorie na temat tego, ile powinniśmy chodzić są rozmaite. Dwie najpopularniejsze mówią, że trzeba chodzić przynajmniej przez pół godziny dziennie lub że trzeba zrobić co najmniej 6 tysięcy kroków dziennie, a najlepiej dojść do 10 tysięcy (jak podaje WHO). O tyle łatwiej z tą teorią „czasową”, że można łatwo zmierzyć, ile czasu chodzimy. Wada, którą tutaj dostrzegam od razu to nieprzekładalność na sposób chodzenia – czy nie ma różnicy między wleczeniem się a marszem? A jeśli nawet znamy prawidłowe tempo – powiedzmy 4-5 km/h to jak mieć pewność, że to nasze tempo? Z kolei teoria liczby kroków jest bliższa memu sercu, ale wtedy potrzebujecie krokomierza lub takiej aplikacji na telefon. Niektóre źródła podają, że przejście jednego kilometra odpowiada przejściu 2 tysięcy kroków. Wbrew pozorom przejście 6 tysięcy kroków nie jest takie trudne (gorzej z 10 tysiącami). Tak czy inaczej, nie warto popadać w przesadę – najlepiej zacząć od tego, żeby… w ogóle zacząć. 😉

Poniżej przedstawiam Wam kilka zalet chodzenia, które mogą Was zachęcić do tej – jakże niewymagającej – aktywności fizycznej:

#1 Zdrowe serce

Regularne spacery zdecydowanie zmniejszają ryzyko, że zaszwankuje Wam serduszko. Dzięki nim redukujecie czynniki ryzyka – poziom złego cholesterolu, ciśnienie tętnicze krwi, otyłość (o czym dalej), miażdżycę, stany zapalne i stres psychiczny (o czym także dalej). Warto też wspomnieć o cukrzycy (typu II) – spacerowicze mają o aż 60 procent niższe prawdopodobieństwo jej wystąpienia. I to ci należący do grupy największego ryzyka! Czy to nie wow?

#2 Ostry umysł

zalety chodzenia

Pewnie nie raz słyszeliście o tym, że gdy się uczycie, nie powinniście ślęczeć godzinami nad książkami, ale raczej zrobić sobie przerwę. A najlepiej byłoby, gdybyście tę przerwę poświęcili na krótki spacer. A jest to dla Was korzystne z dwóch powodów. Po pierwsze – wychodzicie na świeże powietrze. Ja, wychodząc na świeże powietrze po nauce, wręcz czułam jak moje szare komórki się odświeżają. 😉 Po drugie – aktywność fizyczna także wspomaga procesy myślowe i kreatywność. Taki zwykły spacer może więc znacząco poprawić koncentrację. Ba! Udowodniono, że czterdziestominutowe spacery trzy razy w tygodniu chronią obszar mózgu odpowiadający za pamięć i planowanie, a już dwie godziny przechadzki tygodniowo zmniejszają ryzyko udaru o 30 procent.

#3 Odstresowanie

Dotychczas przeprowadzone badania na ten temat, mówią nam, że spacery podnoszą poziom endorfin, a więc poprawiają nastrój. Mogą nawet uchronić przed depresją – ponoć pół godziny dziennie zmniejsza symptomy depresji o 36 procent. Ja jej może nie mam, ale zauważyłam u siebie, że jeśli wyjdę na spacer, gdy jestem zła, sfrustrowana lub zmęczona to po krótkim czasie poprawia mi się humor, mięśnie się rozluźniają i już się tak nie spinam. A najlepiej, jeśli skoczę w jakieś miejsce, które jest piękne – w moim przypadku jest to najczęściej pobliski park. Wtedy zachwycam się pięknem natury, oddycham i po prostu czuję tę błogość, która powoli na mnie spływa.

#4 Odchudzanie i utrzymanie stałej wagi (poprawa metabolizmu)

W tej kwestii chodzenie działa dwojako. Po pierwsze – jeśli do tej pory Wasz tryb życia był głównie siedzący, to jeżeli W OGÓLE zaczniecie się ruszać, to zaczniecie chudnąć, bo poprawicie swoją kondycję i metabolizm. O ile nie będziecie żreć więcej niż wcześniej. 😉 Po drugie – gdy już zrzucicie kilogramy, które nie były Wam potrzebne do szczęścia, to chodząc możecie wpłynąć na utrzymanie stałej wagi. Oczywiście cudów nie ma i powinno się po prostu przejść na zdrową dietę (chociaż podobno osoby, które chodzą mają mniejszy apetyt – ja bym była sceptyczna co do tego, bo sama po pobycie na świeżym powietrzu miewam wręcz wilczy apetyt ;)). Są osoby, które twierdzą, że nie trzeba ćwiczyć, wystarczy zdrowo jeść i chodzić. Ja uważam, że jest to niezbędne minimum, a ćwiczenia fizyczne nie służą tylko do tego, by utrzymać wagę, ale też np. do podkreślenia mięśni czy zwiększenia siły fizycznej.

#5 Ogólna poprawa odporności i zmniejszenie objawów przeziębienia

zalety chodzenia (3)

W wielu źródłach czytałam, że spacerowanie może zwiększyć odporność organizmu, a nawet wspomóc w walce z przeziębieniem. Jeśli chodzi o odporność, to jest to w zupełności zrozumiałe. Chorujemy zwłaszcza w sezonie jesienno-zimowym i na przedwiośniu. W takim sezonie chodząc po prostu hartujemy swój organizm. Wiecie, bakterie nie lubią niskich temperatur, więc pewnie większa szansa, że się do Was dobiorą w nagrzanym (i często niewietrzonym!) pomieszczeniu niż na świeżym powietrzu. Nie jestem natomiast pewna zmniejszenia objawów przeziębienia, bo u mnie katar zawsze trwa siedem dni, niezależnie od tego, ile bym spacerowała. Myślę jednak, że nie zaszkodzi, o ile spacer nie będzie trwał zbyt długo – jednak podczas choroby odpoczynek ponad wszystko (i oczywiście domowe sposoby)!

Gdyby tego było mało, to poniżej macie nawet więcej zalet spacerów (bez opisów, bo co tu opisywać :)):

#6 Podwyższenie energii

#7 Wzmocnienie kości i stawów

#8 Rzeźbienie nie tylko mięśni nóg, ale też pośladków, ramion, pleców i brzucha

#9 Redukcja cellulitu

#10 Poprawa postawy i równowagi

#11 Poprawa wydajności płuc

#12 Poprawa krążenia krwi

#13 Zmniejszenie ryzyka zachorowania na Alzheimera

#14 Ulga w bólu pleców (dodałabym też, że głowy – na ten ból spacer zawsze pomaga)

#15 Zmniejszenie prawdopodobieństwa zachorowania na jaskrę

#16 Złagodzenie objawów chronicznych chorób

#17 Ochrona przed nowotworami

zalety chodzenia

Wow, naprawdę sporo tych zalet chodzenia. Mam nadzieję, że zachęciłam Was do zwiększenia swojej aktywności. Na początek najlepiej przesiąść się z samochodu do komunikacji miejskiej (bo nie podjedziecie pod same drzwi, a i środowisko na tym skorzysta) albo rower, z windy na schody (nie na ruchome, bez oszustw ;)) i po prostu ruszyć ten tyłek. Wiecie co, za każdym razem, jak wchodzę w metrze po schodach, to jestem jedyną osobą, która decyduje się na ten wysiłek i przeciska się przez tłum schodzących. Mam nadzieję, że jednak będzie nas więcej i schodowicze nie będą już takimi dziwadłami. 🙂 Dajcie znać, jeśli ktoś taki tu jest! 🙂

PS. Kolejny raz bardzo Was przepraszam, że tak długo nic nie wyprodukowałam. Wiecie, życia nie da się przewidzieć i czasami jest po prostu za dużo wszystkiego, żeby za wszystkim nadążyć. 🙂 Mam nadzieję, że się nie gniewacie. 🙂

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. Blogilates i pływalnia, czyli jak schudłam 10 kg nie zadręczając się
  2. Mój sposób na utrzymanie wagi na wodzy
  3. Dlaczego ćwiczę jogę? + video dla początkujących
  4. Idźcie na basen!
  5. 5 doskonałych powodów, by zacząć jeść sezonowo

Dlaczego ćwiczę jogę? + video dla początkujących

zalety jogi

O jodze chciałam napisać tu już wcześniej, ale jakoś się nie składało. Joga mnie uratowała. Może brzmi to niesamowicie patetycznie i od razu pomyślicie sobie, że miałam jakąś ciężką kontuzję albo chorobę, z której joga mnie wyciągnęła (bo takie opowieści też w sieci znajdziecie), ale nie. Joga pomogła mi właściwie głównie na umysł/duszę. Uleczyła moje skołatane nerwy i nadal je leczy, bo mimo że staram się być mistrzynią opanowania, to ciągle jednak nie opanowałam tej sztuki stuprocentowo. 😉

#1 Uważność

zalety jogi

Wszystko zaczęło się od tego, że koleżanka z pracy mojej mamy zrobiła sobie kurs na instruktora jogi i postanowiła sobie na nas potrenować. Na początku podeszłam do tego jak do egzotycznej ciekawostki, ale zauważyłam ciekawe zjawisko. Chodziłam wówczas w ramach uniwersyteckiego wuefu na zajęcia aquafitness. Podczas kolejnych zajęć po pierwszej sesji jogi, zaczęłam zauważać, co ja właściwie w tej wodzie robię i gdzie jest moja noga, ręka i tak dalej. Nie było to już takie automatyczne. I to jest właśnie pierwsza zaleta jogi – uczy uważności w codziennym życiu. W tej chwili już tak bardzo tego nie zauważam, bo od tamtej pory bardzo się rozwinęłam w tym zakresie – nie tylko dzięki jodze, ale też dzięki różnym książkom – ale wiem, że jestem dużo bardziej uważna niż te 5-6 lat temu.

#2 Elastyczność

zalety jogi
Źródło: http://pinterest.com/heidi_damata/

Później dopadłam w jakichś tanich książkach poradnik „Joga w każdym wieku”. Pomyślałam sobie, że skoro w każdym wieku, to tym bardziej w moim. 😉 Zdziwilibyście się jak „trudne” jest tak naprawdę wykonanie tych wszystkich asan dla początkujących. Ale nie jest to tak naprawdę trudne. Cały problem polega na tym, że one wymagają minimalnego rozciągnięcia. A, spójrzmy prawdzie w oczy, kiedy ostatnio się rozciągaliście (o ile nie robicie tego regularnie, nie do Was to piszę)? W liceum na wuefie? To jest kolejna zaleta jogi – niesamowicie rozciąga miejsca, które na co dzień zaniedbujemy – barki i klatkę piersiową obciążone siedzeniem przy komputerze, albo ścięgna w nogach. To po prostu jest nam potrzebne, żeby zdrowo funkcjonować.

#3 Ukojenie nerwów

zalety jogi

Trzecią najważniejszą dla mnie zaletą jogi, a właściwie najważniejszą ze wszystkich, jest uspokojenie. Jeśli ktoś bardzo ceni sobie wyzwania, to pewnie dostrzeże w jodze głównie możliwość popisania się przed kimś, bo umie stanąć na głowie albo potrafi wykonać inną skomplikowaną asanę. Na mnie także to robi wrażenie, owszem, ale nie jest najważniejsze. Co jakiś czas próbuję stanąć na głowie, ale ciągle nie wyszłam ponad podstawowy krok. I może nigdy do tego nie dojdę, kto wie. Ale wiecie co? Nie obchodzi mnie to. Mogłabym przez te 30-40 minut na macie po prostu robić powitanie słońca i rozciągać ramiona i biodra. To po prostu wprowadza w pewnego rodzaju przyjemny trans, nie umiem tego do końca wytłumaczyć. Trochę mam wrażenie, że określenie „trans” może wywołać niepotrzebną sensację wśród przeciwników jogi. Chodzi o taki stan, gdy skupiacie się na koordynacji ruchów i oddechu, co sprawia, że nie myślicie o niczym innym. Naukowo można powiedzieć, że joga obniża poziom kortyzolu (hormonu stresu) i zwiększa poziom serotoniny (hormonu szczęścia). Myślę, że to mogłoby poważnie pomóc osobom, które mają skłonność do myślenia za dużo (i o nie tym, co trzeba ;)).

#4 Pozostałe zalety jogi

Gdy książka, o której wyżej wspomniałam, już mi się opatrzyła, zaczęłam szukać informacji w internecie o samej jodze. I dowiedziałam się, że ona naprawdę jest zbawienna i dla ciała, i dla umysłu. Kiedy raz zaczniecie i dostrzeżecie te wszystkie dobrodziejstwa płynące z regularnego ćwiczenia jej, nie będziecie mogli przestać. Oto pozostałe rozmaite zalety jogi:

  • wzmacnia mięśnie, stawy i kości
  • działa cuda na układ krążenia – obniża ciśnienie krwi, poprawia ogólne krążenie, zapobiega chorobom serca
  • zwiększa odporność (także na stres), a podczas przeziębienia łagodzi jego przebieg
  • prostuje i wyciąga, co dla nas, zwierząt komputerowych, jest niezbędne
  • poprawia równowagę, oddychanie, nastrój
  • leczy niektóre bóle (głowy, pleców, kolan, łagodzi objawy pms-u) – oczywiście konkretne asany działają na konkretne części ciała
  • asany „masują” organy wewnętrzne
  • poprawia sprawność seksualną 😉
  • lepszy sen
  • podobno zwiększa też inteligencję, ale nie wiem, czy to dałoby się udowodnić – jeśli coś o tym wiecie, dajcie znać

W tej chwili ćwiczę jogę regularnie – minimum trzy razy w tygodniu, a jeśli mam czas w weekend – to nawet pięć. Tak naprawdę joga największe korzyści przynosi właśnie ćwiczona regularnie, chociaż od czasu do czasu, to zawsze lepiej niż wcale. Żeby zacząć nie trzeba wiele – wystarczy mata (na początek wystarczy jakaś tania, ja do tej pory taką mam, chociaż planuję kupić lepszą, grubszą i bardziej odporną na ślizganie) i wygodne ubrania. Oczywiście fajnie jest też mieć bloczek i pasek do jogi, ale w domu zwykle znajdzie się coś, czym można je zastąpić – pasek od starej torebki, książka, złożony koc. Jednak na początek wystarczy mata. Żeby Was jeszcze bardziej przeciągnąć na stronę jogi, podlinkowuję moją ulubioną joginkę:

Internet mówi, że joga jest błogosławieństwem pod każdym względem. Na Wschodzie praktykuje się ją (oczywiście w pogłębionej wersji) od 4 tysięcy lat! A ludzie Wschodu potrafią żyć naprawdę długo w dobrym zdrowiu. Myślę, że to o czymś świadczy. Zresztą, w ogóle uważam, że pod wieloma względami warto się nimi inspirować. No dobrze, zaraz się rozgadam i ta opowieść nie będzie miała końca… To jak, zachęciłam Was trochę? A może macie już doświadczenie z jogą i chcielibyście coś dopowiedzieć? Dajcie znać. 🙂

Wyzwania Blogilates – droga ku pięknie zaznaczonym mięśniom

blogilates efekty

Pisałam już kiedyś tutaj o Cassey Ho z Blogilates. I napiszę raz jeszcze. I podejrzewam, że jeszcze jakieś tysiąc razy o niej wspomnę. Nie dlatego, że mi ktoś za to zapłacił, bo po pierwsze to ja na nią jestem za malutka, a po drugie, taka gwiazda nie potrzebuje żadnej reklamy. 12 stycznia tego roku znalazła się na czwartym miejscu listy 100 najbardziej wpływowych jutuberów zajmujących się zdrowiem i fitnessem. Bardzo się cieszę, że zupełnie przypadkowo „wpadłam” na jej kanał na YouTube, bo właściwie zmieniła moje życie i moje postrzeganie siebie. W wielu swoich filmikach instruktażowych opowiadała o tym, że trzeba kochać siebie i swoje ciało na każdym etapie swojej podróży ku lepszemu zdrowiu i lepszej sylwetce, bo jest to jedyne ciało, które mamy w życiu – innego nie dostaniemy. Poza tym zawstydziła wielu ludzi swoją odpowiedzią na body-shaming. Aby dać Wam trochę do myślenia w tej sprawie, wrzucam jej dobitny filmik:

Dlaczego w ogóle dziś o tym piszę? Nie uświadczycie na tym blogu nigdy niczego w stylu „jak schudnąć do urlopu, gdy zostały ci dwa tygodnie”, bo choćbyście nie wiem jak chcieli – tak się nie da. A jeśli się da, to nie na długo. Cassey nauczyła mnie właśnie, że moja droga do boskiej figury na lato, powinna zacząć się już na kilka miesięcy do przodu. Czytaj: w styczniu. Stąd te wyzwania. Oprócz tego, że Cassey jest wspaniałą osoba, jest też wspaniałą trenerką fitnessu. Dlatego też rok temu zamieszczała co miesiąc na swoim blogu nowe wyzwanie. W styczniu – brzuch, w lutym – tyłek, w marcu – uda, a w kwietniu – ramiona. Czuję, że w tym roku może być podobnie, bo tym razem dostarczyła swoim fanom piękne wyzwanie na talię.

O co chodzi z tymi całymi wyzwaniami? Dostajecie grafikę-kalendarz, gdzie macie rozpiskę na każdy dzień i według tej rozpiski ćwiczycie. Jest to krótki dodatek do Waszych codziennych ćwiczeń, a przynosi ogromną zmianę na koniec miesiąca – jeśli będziecie skrupulatnie i regularnie ćwiczyć. Jest pięć podstawowych ćwiczeń. Każdego dnia dochodzi jedno powtórzenie na ćwiczenie tak, że zaczynacie od 5 a kończycie na 22. A oto one:

Brzuch

wyzwania na zaznaczone mięśnie

Tyłek

wyzwania na zaznaczone mięśnie

Uda

30-day-thigh-slimming-challenge1

Ramiona

30-day-arm-challenge-300-ppi-2

Talia

wyzwania na zaznaczone mięśnie

Nic nie szkodzi, jeśli nie zaczniecie od stycznia, luty będzie równie dobry. Mówię Wam to przede wszystkim dlatego, że w ćwiczeniach nie powinno chodzić o próżność. I od ich wyników nie powinna zależeć Wasza samoocena. I jeżeli do lata nie osiągniecie najwspanialszych rezultatów świata, to też nic się nie stanie. A wiecie dlaczego? Bo dzięki ćwiczeniom fizycznym Wasze samopoczucie wzrośnie niesamowicie i nie będziecie już się przejmować każdą fałdką. Zwiększy się także Wasza świadomość własnego ciała. Będziecie chcieli je kochać i traktować dobrze – tak, jak na to zasługuje, ostatecznie tyle dla Was robi każdego dnia. Właściwie nie wiem, czy nie powinnam w tej notce zwracać się przede wszystkim do kobiet i dziewczyn, bo faceci chyba ciągle niespecjalnie poważają pilates, ale niech już zostanie tak. Nie chciałabym dyskryminować żadnego pana, który tutaj zajrzy. 🙂

Powodzenia!

PS. Od dziś możecie śledzić mnie na Bloglovin’ 🙂

Follow my blog with Bloglovin

Poza tym możecie obserwować mnie na Facebooku i Instagramie 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. Blogilates i pływalnia, czyli jak schudłam 10 kg nie zadręczając się
  2. 17 powodów, dla których warto… chodzić pieszo
  3. Idźcie na basen!
  4. Organizacja w diecie – moje podstawowe zasady
  5. Dlaczego nie warto odkładać pielęgnacji na ostatnią chwilę? 7 nawyków, które faktycznie warto wprowadzić na wiosnę

A jednak zjadłeś za dużo w Święta? Wyćwicz to!

przejedzenie

Poprzedni tekst zaczęłam pytaniem, jaki sens mają święta, jeśli człowiek nie da rady się ruszyć. Tej przyświeca ta sama myśl. Co robić, gdy już jest za późno na zapobieganie? Jak się pozbyć tej przebrzydłej ciąży spożywczej? Poniżej znajdziecie kilka propozycji. 🙂

Możliwe, że w święta zdarzy się Wam zjeść zbyt dużo – a taki grzeszek w święta dotyka większość ludzi – i wtedy jakoś trzeba się ratować, żeby znów się dobrze czuć. Do sposobów i „lekarstw” żywnościowych odsyłam Was tutaj. Dzisiaj chcę Wam zaproponować kilka zestawów ćwiczeń, które pobudzą Wasz metabolizm do działania. Oczywiście, podsuwam Wam tylko te, które sama wypróbowałam.

Pierwsza propozycja jest dla tych bardziej zmęczonych, najedzonych, takich, którzy nie czują się zbyt dobrze albo nie mają jeszcze siły na szaleństwa. Będzie to joga od Yoga with Adriene. Jest to sekwencja dla mnie idealna. Pomagała mi zawsze, nawet przy zatruciach pokarmowych – oczywiście, gdy już dałam radę się ruszyć. Joga w ogóle jest dobrodziejstwem dla układu trawiennego przez to, że podczas układania ciała w odpowiednich asanach masuje się organy wewnętrzne.

Kolejna opcja to także zestaw asan, tym razem dla osób, którym naprawdę nie chce się ruszać i naprawdę czują się, no cóż, wzdęci. 😉 Po ćwiczeniu robi się baaardzo miło.

Z kolei ten zestaw jest już bardziej ożywczy i trudniejszy. Polecam, gdy trochę napakowaliście swój brzuszek, ale chcecie wrócić do życia. Propozycja ta nadaje się wspaniale na okres bezpośrednio po świętach.

Czas na odrobinę wariactwa – pilates z moją ulubioną jutubową trenerką. Znajdziecie tu po prostu zestaw ćwiczeń na brzuch, czyli, po prostu porządnie wymasujecie układ pokarmowy i wzmocnicie mięśnie. 😉 Nadal bez wielkich szaleństw, choć już coraz trudniej.

Na koniec zostawiłam największe wyzwanie. Cardio! Wyobrażacie, sobie skakanie, kiedy jesteście przejedzeni? Nie? Spróbujcie. Może nie dacie rady całego. Może zrobicie tylko trochę. Ale warto. Pobudza akcję serca, więc i organizm do spalania kalorii. Ten wysiłek jest wart zachodu! Tylko dajcie sobie godzinkę odpoczynku po jedzeniu, zanim rozpoczniecie taki trening.

Nie musicie mnie słuchać, jak pisałam na początku, to są propozycje, które są dobre dla mnie. Równie dobrze możecie wejść na YouTube, wpisać tam np. „yoga for digestion” lub „training for digestion” (itd.) i próbować znaleźć coś, co będzie Wam odpowiadać. Życzę Wam dużo ruchu na święta! Mam nadzieję, że nie utonę w wirze przygotowań i dam radę coś tu jeszcze dla Was napisać w okresie świątecznym! 🙂

Tymczasem życzę Wam zdrowych, smacznych, pełnych rodzinnej, ciepłej atmosfery i zapachu piernika Świąt, a także odpoczynku od codziennych zawirowań (także aktywnego!). Obyście wrócili do pracy i szkoły z naładowanymi akumulatorkami. 😉 Świąteczne uściski! ❤ ❤ ❤

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. 9 sprawdzonych sposobów, jak nie umrzeć z przejedzenia w święta
  2. Przedświąteczne przygotowania last-minute!
  3. Jak przetrwać Święta Bożego Narodzenia?
  4. Jak efektywnie zaplanować kolejny rok + kilka poświątecznych przemyśleń
  5. Dlaczego ćwiczę jogę? + video dla początkujących