Kochaj swoje ciało | 52 Tygodnie Pozytywności

jak zaakceptować swoje ciało

Tak, swoje, właśnie swoje. Nie Beyonce, nie Shakiry, nie Jessiki Alby. Masz jedno życie, jedno ciało i jedno zdrowie. Szanuj je.

Z całą pewnością ten tekst i ten tydzień dedykuję kobietom. Może to stereotyp, ale wydaje mi się, że Panowie w większości jednak trochę mniej przejmują się swoim wyglądem. Jestem pewna, że są i tacy, dla których jest on bardzo ważny, ale mam wrażenie, że w naszej kulturze to oni są pod tym względem dyskryminowani – no bo co z nich za baby, że chcą dobrze wyglądać. Ja bardzo kibicuję niestereotypowemu myśleniu, więc, Panowie, dbajcie o siebie i nie dajcie sobie wmówić, że to niemęskie. Jeszcze tego brakowało, żeby pokolenie Januszy, których dbałość o jakość swojego życia, decydowało o tym, co jest dla Was dobre! Koniec dygresji. Tekst dedykuję kobietom, bo łatwiej mi z nimi empatyzować, bo wiem, w co w nas próbuje wtłoczyć medialna sieczka i wiem, jak trudno w tym wszystkim się odnaleźć i dać sobie prawo do akceptacji swojego ciała.

Beyonce nie urodziła się Beyonce

Lubimy patrzeć na gwiazdy i im zazdrościć, oj lubimy. Jasne, Beyonce ma talent, ale i nad swoim głosem musi pracować. Nie mówiąc już o układach choreograficznych, które musi opanowywać do perfekcji do swoich teledysków i koncertów. Ale o ciele miało być. Wydaje nam się, że ona ma takie idealne ciało naturalnie. A prawda jest taka, że naturalnie to ona ma pewien typ figury. Nad całą resztą musi ostro pracować. Kiedyś czytałam o tym, jak to przed koncertami ćwiczy po 5 godzin dziennie. Nie wiem, na ile jest to prawdziwe, ale na pewno prawdziwe jest to, że przeciętna zjadaczka chleba nie ma tyle czasu na pracę nad swoim ciałem. Nie wiem też, ile Beyonce je, ale wiem, ile jadła Cassey Ho z Blogilates przed jakimś konkursem fit modelek. 1000 kalorii. Sama po latach przyznała, że było to głupie.

Nie mogłam się oprzeć i zamieszczam tu jej cudny teledysk z utworem, do którego tekst napisała Sia. Bardzo a propos.

Cellulit jest normalny

Kiedy usiadłam do pisania tego tekstu, próbowałam znaleźć jakieś źródło w internecie, do którego mogłabym się odwołać pisząc o cellulicie. I czego się dowiedziałam? Że cellulit to „problem”, „defekt kosmetyczny” i generalnie powinnam się go pozbyć. Co za bzdura. Dwa lata temu, gdy byłam w najlepszej formie w całym swoim życiu, ciągle miałam cellulit! Mniejszy, fakt, bo zdrowe odżywianie, szczotkowanie na sucho i ruch go redukują, ale nadal był. Poszukując dalej na szczęście znalazłam wyjaśnienie: „Cellulit zaś tak naprawdę jest po części (?) naturalnym efektem budowy tkanki łącznej (pytajnik i podkreślenie – moje) i redukuje się go głównie ze względów estetycznych (…)”. Jak pisałam – można go ograniczyć, owszem, ale nie jest to proste. W kobiecym ciele włókna kolagenowe układają się w taki sposób, że po prostu jest to widoczne. Podobno ma go 90 proc. kobiet, co sprawia, że chyba można go uznać za normalny, nie? Ale pomyślcie, jaka to by była strata dla wielkich koncernów kosmetycznych, które oferują kremy mające rzekomo go zmniejszać, gdyby kobiety pogodziły się ze swoim naturalnym wyglądem. Światem rządzi pieniądz, pamiętajcie o tym.

Włosy na kobiecym ciele są NORMALNE

Wiecie, że golenie się przez kobiety jest całkiem nowym wymysłem? Kobiety starsze ode mnie o mniej więcej 50 lat wcale tego nie robiły. No, może niektóre, ale na pewno nie było to powszechne. I mówię tu o nogach. Tzw. „okolic bikini” czy pach nie goliło się jeszcze w latach 80. (poprawcie mnie, jeśli się mylę). Nie chcę być hipokrytką – sama lubię mieć ogolone nogi i ogólnie uważam, że jest to estetyczne. Nie zmienia to faktu, że jeżeli nie będę miała na to czasu, to będę miała te nogi nieogolone. I nikt mnie nie będzie wyzywał z tego powodu od babochłopów, bo ja się bezwłosa nie urodziłam. Podobnie jak każda inna kobieta, która chodzi po tej planecie. No dobra, Azjatki z pewnością mają mniej włosów, bo takie mają przystosowanie ewolucyjne, ale Panowie Azjaci też. To pewnie Azjaci są kobietami? Same widzicie absurd tego rozumowania 🙂

Masz prawo mieć swoje priorytety

I masz prawo nie mieć czasu na to, żeby ogolić nogi. I dobrze, olej to. Czasem są ważniejsze sprawy niż ogolone nogi i super ekstra wypięty tyłek. Weź załóż kieckę i się nie przejmuj, kobieto. A jak masz problem, że masz kilkumilimetrowe odrosty włosków na nogach, to załóż długą kieckę. Albo miej w nosie. Czas, by mężczyźni zrozumieli, że nieskazitelny wygląd nie jest priorytetem każdej kobiety.

Nie musisz być taka, jak inne

jak zaakceptować swoje ciało

Jesteśmy różne. I różni. I dlatego świat jest piękny. Słyszałaś, że zakochujemy się właśnie w defektach, a nie w perfekcji? Bo perfekcja jest nudna. A jeśli chcesz się doskonalić – niezależnie od tego, w jakim zakresie, to nigdy nie porównuj się do innych. I jeśli chcesz z kimś konkurować, to zawsze ze sobą z wczoraj.

Nie jesteś ozdobą świata, którym rządzą mężczyźni

I nie bądź nią. Jesteś kimś o wiele, wiele cenniejszym. Jesteś niepowtarzalnym człowiekiem. Nie musisz zawsze nosić głębokich dekoltów i obcisłych sukienek. Możesz założyć dres, jeśli czujesz się w nim dobrze. To Ty decydujesz. Maluj się – jeśli czujesz się wtedy lepiej – albo nie – jeśli nie lubisz. Jeśli chciałabyś, ale nie umiesz, to włącz YouTube albo poradź się koleżanki. Ty decydujesz.

A na koniec:

Nie musisz chcieć być idealna

Ale musisz być przygotowana na to, że innym może się to nie podobać. Ja np. przyznaję otwarcie: nie lubię być ściśnięta w pół na małym siedzeniu w metrze, bo siedzi obok mnie ktoś, komu jedno siedzenie nie wystarczy. Ale również nie lubię, jak jakiś chłop rozwala nogi i łokcie, i też jestem ściśnięta. Lepiej więc nie doprowadzać się do takiego stanu – to jest też dla Waszego zdrowia, ja nie mówię tego ze złośliwości, bo ostatecznie jak mi nie pasuje jakieś miejsce to zawsze mogę się przesiąść albo po prostu wstać. Czasami ktoś nie może schudnąć. Lajf. Ale generalnie, jeśli Wam z tym dobrze i jeśli czujecie się zdrowo, to wszystko jest w porządku 🙂

Zadanie #17 Doceń swoje ciało

Na początek małe wyjaśnienie – ten wstęp to nie jest żadne przyzwolenie na żarcie byle czego w nie wiadomo jakich ilościach i totalny brak ruchu. Nie. Pamiętaj, że Twoje ciało, to nie jest śmietnik. Twoje ciało to jest dom, w którym mieszka Twoja wspaniała osobowość, a o dom trzeba dbać. Założę się, że chcesz być sprawna na starość. Ja na przykład chcę. Dlatego zawsze staram się – choć, przyznaję, że nie zawsze się to udaje – jeść zdrowo i zapewniać sobie optymalną dawkę ruchu. Widzę starszych ludzi, którzy podobno żyli w takich wspaniałych, zdrowych czasach, jedli to i tamto i „jakoś żyli”. Widzę to, w jakim są teraz „zdrowiu”. I mnie to „jakoś” nie przekonuje. Bo ja nie chcę żyć „jakoś”. Nie wyobrażam sobie, że nagle będę miała te 60 lat i nie dam rady robić tego, co chcę robić. Wolę do tego „jakoś” dodać końcóweczkę „-ć” i brać przykład z inspirujących starszych osób (już nie raz wspominałam tutaj Antoniego Huczyńskiego i Tao Porchon-Lynch). Proponuję więc następujące kroki do okazania miłości swojemu ciału:

#1 Bezwarunkowo zaakceptuj swoje ciało takim, jakie jest teraz

Wiem, że to trudne. Ale – jak pisałam na początku – to jedyne ciało jakie masz, więc traktuj je z szacunkiem, na jaki zasługuje.

#2 Pomyśl, co możesz dla niego zrobić, żeby jeszcze lepiej dla Ciebie pracowało

Przykłady: pić dziennie 2 szklanki wody więcej, zacząć codziennie ćwiczyć po 30 minut, raz w tygodniu wyjść na basen albo na rower, chodzić na spacery, wchodzić po schodach zamiast wjeżdżać windą czy ruchomymi schodami, medytować 10 minut dziennie albo znaleźć inny sposób na odstresowanie.

#3 Przejrzyj swoją szafę krytycznym okiem

I wcale nie chodzi o to, żebyś zostawiła tam tylko to, co jest modne, eleganckie itd., ale o to, żeby TOBIE podobały się ubrania, które w niej są i żeby TOBIE odpowiadało to, jak w nich wyglądasz. Jeśli będziesz się czuć dobrze w swoich ciuchach – to będzie widać. 🙂 Nieważne czy wybierzesz sukienkę i szpilki, czy dresy i sportowe buty.

#4 Pomyśl o indywidualnych kwestiach, które pomogą Ci czuć się lepiej w swoim ciele

Powtarzam, każda z tych rzeczy dotyczy TYLKO Ciebie, więc jeśli nie odczuwasz potrzeby się nią zajmować, to tego nie rób. Przykłady? Ja np. od razu lepiej się czuję, gdy mam pomalowane paznokcie. Lubię też czuć się wypielęgnowana (balsamami, kremami, olejami). Zastanów się, czego Tobie brakuje.

#5 Zaakceptuj to, co naturalne

jak zaakceptować swoje ciało

Natomiast nigdy nie walcz za wszelką cenę z takimi rzeczami jak zmarszczki, cellulit, blizny, pociążowe rozstępy czy kształt i wielkość Twoich piersi. Te wszystkie „rzeczy” składają się na Ciebie i są naturalne dla kobiety (albo dla człowieka w ogóle – jak zmarszczki czy blizny). Nigdy się ich nie wstydź. Nie wstydź się założyć krótkich spodenek, gdy jest upał, z obawy, że kogoś swoim cellulitem urazisz. Nie wstydź się, że nie masz idealnie okrągłego i tak dużego biustu, jak ma Twoja koleżanka. A może ona zazdrości Ci Twoich długich nóg albo pięknego uśmiechu? Albo łatwości nawiązywania kontaktów? Każda z nas ma w sobie coś pięknego – nie róbmy z siebie chodzących kalk.

Jestem przekonana, że nie wyczerpałam tematu i że na ten temat mogłabym założyć całego bloga. Dlatego jeśli chcecie coś dodać do tego, co napisałam – walcie śmiało. 😉

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Ostatnie teksty z tego cyklu:

  1. Dlaczego warto czytać książki o rozwoju osobistym | 52 Tygodnie Pozytywności
  2. Schematy i nawyki – czy to zawsze dobra droga? | 52 Tygodnie Pozytywności
  3. Nie rób z siebie męczennika | 52 Tygodnie Pozytywności
  4. Kup coś, co dawno za Tobą chodzi | 52 Tygodnie Pozytywności

Pozostałe znajdziesz w zakładce: 52 Tygodnie Pozytywności

A na dokładkę: Terror pozytywności?

Advertisements

15 thoughts on “Kochaj swoje ciało | 52 Tygodnie Pozytywności

  1. Lata mijają, a ja dalej zmagam się z tym, by powiedzieć, że siebie lubię. Kiedyś nawet wylałam żal na blogu (https://pannaleksandra.com/2017/03/13/dziwne-akcje-cz-4-odchudzanie-pleng/). Doszło do takiej chwili, gdy pod stałam pod prysznicem i siebie samą bardzo mocno przytuliłam – poczułam wtedy największą tęsknotę za samą sobą i smutek, że tak źle samą siebie traktuję. Jest to zdecydowanie najcięższa relacja, z którą przyszło mi żyć.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Przeczytałam. Rzeczywiście, czasami ludzie doprowadzają nas do ciężkich stanów. Nie rozumieją, że w sprawie wagi, to trzeba być delikatnym. Zaburzenia odżywiania to straszna rzecz. 😦

      Lubię to

  2. Bardzo, bardzo dobry wpis. Jest z tych zdrowych, mieszczących się w kategoriach normalności po prostu. Tak sobie myślę, że to nasze gorączkowe doszukiwanie się w sobie znamion wad, upośledzeń, niedociągnięć wypływa z jednej strony z propagowanych kanonów piękna – bardzo wątpliwych i raczej „sztucznawych”. Z drugiej strony wpływ na nas samych mają nasze wyimaginowane opinie o innych. Ci „inni” wydają nam się lepsi, ładniejsi, bardziej zadbani itp. itd. W ten sposób spiralka się nakręca i w rezultacie wielu ulega presji bycia doskonałym i perfekcyjnym. Pytanie tylko: kto taki rzeczywiście jest? Nikt. Dbałość o siebie to jedno, przesadyzm, bezustanna presja i napinka to już druga i w dodatku niepotrzebnie frustrująca sprawa.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dobrze powiedziane. Ja tylko zastanawiam się, czy przypadkiem nie jest tak, że te opinie o innych czy o nas samych nie wynikają właśnie z tego, co nam się wciska. Poza tym dziewczynkom też od dziecka wtłacza się, że mają być śliczne, albo mówi się im, że są śliczne, a nie zwraca uwagi, na to, że są bystre na przykład. Wszystko siedzi w naszej kulturze.

      Lubię to

  3. Z jakiegoś powodu dałyśmy sobie wmówić, że istnieją ideały. Ideały w rozumieniu perfekcji, sztucznej i wymyślonej przez człowieka. Znam wiele, bardzo wiele przepięknych wewnętrznie i zewnętrznie kobiet, które wciąż mają kompleksy. Ba, sama je mam! Żeby się ich pozbyć i stać się doskonale proporcjonalną kobietą spod pędzla photoshopa musiałabym jednak wyciąć sobie kilka żeber, zmienić kształt mięśni i koniecznie wstawić nową miednicę. Jestem zwolenniczką dbania o siebie i pracy nad swoim ciałem – wszystko jednak w granicach rozsądku i naturalnych możliwości! Chcę mieć proste zęby, więc noszę aparat, chce mieć silniejsze ciało, więc trenuję, chcę podobać się mojemu chłopakowi, więc zwracam uwagę na to, jak wyglądam na co dzień. Kultura kulturą, ale bez przesady – nikt jeszcze nie umarł od nieogolonych nóg, a od pogodni za idealnym ciałem już tak.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dzięki za tak obszerny komentarz ❤ Ostatnio na jednym z fp na Facebooku widziałam relację z rozmowy jakiejś kobiety z facetem w warsztacie samochodowym. Otóż pani sobie siedziała, a że miała spódnicę z rozcięciem, to jej było widać kawałek łydki. Pan uznał za stosowne, żeby ją powiadomić, że ma nie ogolone nogi. Pani najpierw zbaraniała, a potem powiedziała "pan też" i dopowiedziała coś jeszcze, ale to "pan też" utkwiło w mojej głowie, jako oręż w razie podobnego ataku 🙂

      Lubię to

  4. Wczoraj miałam rozmowę o kolorach i kobiety nie mogły zrozumieć, że ważne jest to jak się czują w danym kolorze a nie to czy innym się podobają bo są zima, latem czy jesienią. Powinny przeczytać ten wpis – nie chcesz golić nóg to nie gól haha już je widzę jak na mnie wsiadają. Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

  5. Takich wpisów nigdy za wiele 🙂 Praca z ciałem bardzo pomaga – taniec, bieganie czy joga. Coś, co sprawia że możemy je „poczuć”, bo na co dzień nasza kultura sprawiła, że często jesteśmy od niego odcięci i traktujemy je jako coś wręcz zewnętrznego, nie naszego. Czasem praca z ciałem uwalnia zamrożone w nim emocje, które są nieprzyjemne, i dlatego jej unikamy. Ale warto, bo ciało z intruza i zła koniecznego stanie się naszym przyjacielem i super częścią nas 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ba! Kultura katolicka wręcz demonizuje ciało (nie wiem czy protestancka przypadkiem też tego nie robi) – traktuje je jako źródło wszelkiego zła i występku. 😉 Niestety zmysłowość i takie naprawdę czucie swojego ciała nijak nie da się pogodzić z tym, na czym oparta jest religia większości krajów Zachodu. I potem z jednej strony tworzy się skrajna niechęć do cielesności, z drugiej – bezmyślne nią szastanie. Oczywiście, niech każdy robi, co uważa i wierzy, w co uważa za słuszne, ale obie te skrajności powodują to, o czym piszesz – odcięcie się od swojego ciała.

      Lubię to

  6. Ja uważam, ze to czy kochamy siebie i swoje ciało jest w głowie i wiele ma tu do powiedzenia środowisko w którym się wychowywaliśmy. Finalnie ja już dawno odczepiłam się od siebie i codziennie staram się przez chwile popodziwiac w lustrze ;).

    Lubię to

  7. Piękny tekst. I bardzo wartościowy. Chyba moj ulubiony na Twoim blogu ☺ ja chyba nie potrafię zaakceptować siebie tak bezwarunkowo. Ale nauczyłam się nie oskarżać samej siebie o to, jaka jestem i jeżeli coś mi bardzo przeszkadza (np zbyt suche wlosy) to po prostu robię coś w tym kierunku by to poprawić ☺ ale jeżeli już naprawdę nic nie mogę zrobić, po prostu przechodzę z tym czymś do porządku dziennego

    Polubione przez 1 osoba

    1. ❤❤❤
      To bardzo słuszne podejście, które można też przełożyć na inne sfery życia – jak mi coś nie pasuje, to nie narzekam, tylko to zmieniam; a jak nie mogę zmienić to po prostu to akceptuję 🙂

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s