Terror pozytywności?

terror pozytywności

Słyszeliście już na pewno o eko-terrorystach, wege-terrorystach albo o poprawnościowych terrorystach. Dziś o nowym tworze: terroryście pozytywnym. Jakkolwiek to brzmi.

Piszę ten tekst we wzburzeniu (och, jak niepozytywnie) i szczerze za wzbudzenie tego wzburzenia we mnie dziękuję znanej blogerce, którą za inne teksty cenię, ale ten jeden… no po prostu, no nie. Jeśli zaczytujecie się w blogach, to możliwe, że zgadniecie o jaką blogerkę i o jaki jej tekst chodzi. Ja żadnych personaliów podawać nie będę.

Ale o co w ogóle chodzi?

Ano o sporą nadinterpretację pozytywności. Z pozytywnością jest podobnie jak ze szczęściem (w końcu to pokrewne idee) – człowiek, który jest szczęśliwy, nie zawsze jest RADOSNY. Jak człowiek na przykład złamie nogę, to raczej nie będzie Z TEGO POWODU szczęśliwy, nie będzie skakał do góry, oł jea, złamałem nogę! Co nie zmienia faktu, że gdyby przestał uważać, że CAŁOKSZTAŁT jego życia i jego sposób myślenia czynią go szczęśliwym, bo teraz ma złamaną nogę, to to by zwykły dureń był. No przykro mi, czasem trzeba użyć mocnych słów.

I dokładnie tak samo jest z pozytywnością, pozytywnym nastawieniem, pozytywnym myśleniem. Weźmy sobie taką mnie. Taka ja sobie żyję w takim w sumie nieciekawym świecie. W świecie, gdzie bezdomni ludzie żebrzą na ulicy. W świecie, gdzie zachorowalność na raka wzrasta z roku na rok. W świecie, gdzie ciągle toczą się wojny, mordowane są dzieci, praktykowane jest niewolnictwo, ludzie są wyzyskiwani, a zwierzęta zamęczane na śmierć. Gdzie wyśmiewa się ludzi za to, że są inni. Taka ja żyję sobie w takim kraju, którego rząd tak sobie średnio mnie traktuje jako kobietę. Tak w sumie to nawet nie średnio, ale tak po prostu jakbym była upośledzona ze względu na fakt posiadania macicy. No wiecie, albo macica, albo mózg. W kraju, w którym muszę na lekarza specjalistę czekać 4 miesiące. A jednocześnie nie mogę wycofać się z NFZ-u na rzecz prywatnej opieki medycznej, bo i tak za ten NFZ będę płacić. Taka ja żyję w mieście, gdzie ludzie wciskają się do tramwaju, zanim inni wyjdą. W którym ludzie pchają się i nie patrzą, albo odwrotnie – stoją jak krowy i są najważniejsi na świecie. Pozwólcie, że tutaj zakończę tę wyliczankę, bo aż czuję te negatywne emocje wypływające spod moich palców i siejące spustoszenie w moim umyśle.

To wszystko, co wyżej napisałam to prawda. Taki jest świat. Możemy się z tym pogodzić, możemy z tym walczyć (pokojowo!), albo możemy się zatracić w narzekaniu naszym powszednim. Polskim tak bardzo. Ach, jak miło jest razem ponarzekać. Myślicie, że naszym sportem narodowym są skoki narciarskie? Piłka nożna może? A skądże! Na to miano jak najbardziej zasługuje narzekanie.

W ramach cyklu pytałam Was, czym według Was jest pozytywność. Co trzeba zrobić, żeby mieć pozytywne życie. Co daje Wam poczucie spełnienia i satysfakcji – przez co właśnie ja rozumiem pozytywne życie. Moja pozytywność to jest życie w zgodzie ze sobą, z innymi ludźmi i ze światem.

A teraz uwaga.

Pozytywność NIE oznacza:

  • bycia zadowolonym zawsze i wszędzie;
  • udawania, że świat jest kolorowy i idealny;
  • udawania, że my jesteśmy idealni;
  • braku pracy nad sobą i narcyzm (jw.);
  • braku odczuwania smutku;
  • braku odczuwania gniewu;
  • braku odczuwania żalu, rozczarowania, irytacji.

Kochane i kochani moi. Wyżej wymienione cechy i zachowania to objawy zaburzeń psychicznych, a nie pozytywnego nastawienia. Tak, są sytuacje, które wywołują w nas różne emocje. Nie kontrolujemy emocji. Może czasem nawet komuś przez moment złorzeczymy, czego (mam nadzieję!) po chwili zastanowienia żałujemy. To wszystko nie sprawia, że nagle przestajemy być pozytywnymi ludźmi. Czasami o to, by zaskoczyło pozytywne jest trudniej, bo życie jest trudne. Wiecie, jak pada deszcz, to naprawdę nie musicie się na to uskarżać. Tak, teraz mamy tragiczną pogodę. Zimno, wilgotno, fuj. Raz pada, raz nie pada. Nie może się zdecydować. Trudno. Gdyby nie deszcz, to byśmy wszyscy pousychali, mieli non-stop pożary (pomyślcie jak Australijczycy cieszą się na deszcz), trawa nie rosłaby taka piękna i zielona, nie byłoby takiej różnorodności biologicznej, a gdy jest gorsza pogoda, można robić mnóstwo przyjemnych rzeczy w domu. Albo zrobić coś, co długo odkładaliśmy, bo wcześniej lepiej było hasać po zielonej łące. Deszcz to jest pierdoła. Przy deszczu naprawdę nietrudno o pozytywne myślenie.

terror pozytywności

Natomiast, jak pisałam wyżej – są w życiu bardzo trudne sytuacje. Czasami tracimy kogoś w wyniku tragedii. Czasami musimy zrezygnować z czegoś, na rzecz czegoś innego. Czasami po prostu wszystko wali nam się na głowę i mamy wszystkiego dosyć. Ale wygrzebujemy się z tego. Pozwalamy by wybrzmiały w nas te wszystkie przykre emocje, a później żyjemy dalej. To wymaga odwagi i jest cholernie trudne. Ale to jest też dobre dla naszej psychiki. Nie bardzo rozumiem, dlaczego kiszenie się całe życie w swoim kokonku nieszczęścia miałoby być w jakiejkolwiek mierze lepsze.

Użalanie się nad sobą jest łatwe. To jest wyłącznie TWÓJ wybór, czy chcesz się użalać nad sobą i światem, czy robić coś i iść do przodu. Nikt Cię do tego nie zmusza.

No, doprawdy, gdzie ten terror? Dopóki masz wybór, dopóki ktoś nie głodzi Cię, żeby coś na Tobie wymusić – nie ma terroru. Sorry.

Jeśli mimo wszystko mój pozytywny terror jakoś Cię rajcuje (Ty psychologiczny zboczeńcu ;)), to możesz śledzić moje dalsze losy na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. Jak sobie radzić z negatywnymi ludźmi?
  2. Prosta recepta na szczęśliwe życie? Żyj i daj żyć innym
  3. Czy wszystko można wybaczyć?
  4. Czym dla CIEBIE jest pozytywność? | 52 Tygodnie Pozytywności
Advertisements

11 thoughts on “Terror pozytywności?

  1. Nie ufam w 100% ludziom, którzy zawsze się uśmiechają i wręcz promienieją szczęściem – to fajne, ich radość jest zaraźliwa, ale na dłuższą metę… Po dłuższym czasie zaczynam mieć wątpliwości, czy to nie jest maska, pod którą ukrywają inne emocję i zaczynam się zamartwiać, czy wszystko z nimi OK. (dobra, ale ja jestem dziwna 😀 )

    Lubię to

    1. Wiesz, może po prostu chcą pokazywać się ludziom od najlepszej strony? Ja np. nie lubię i nie chce męczyć ludzi swoją mniej pozytywna stroną. Oczywiście są wyjątki, przed którymi jestem bardziej saute (rodzina, przyjaciółki) i to chyba jest zdrowe. I chyba nie nazwałabym tego maskami, bo maska to jednak zawsze jakaś gra. Natomiast dobre samopoczucie wcale nie musi być gra, ale np. moze być kwestia nastawienia albo umiejętności radzenia sobie z trudnościami. 🙂

      Lubię to

  2. Co to znaczy „użalanie się nad sobą”? Nie każdy jest na tyle silny, aby ze wszystkim dawać sobie radę. Czasami owo użalanie się jest wszystkim, co pozostało w danej sytuacji. Nie każdy jest na tyle przebojowy i ma w sobie tyle samozaparcia, żeby wiecznie gnać do przodu.

    Lubię to

    1. Tak, to prawda. Jeżeli ktoś ma naprawdę trudna sytuację życiową i sobie z nią nie radzi, ma pełne prawo do tego, żeby wyżalić się bliskiej osobie, żeby poprosić o pomoc itd. Uważam, że to całkowicie normalne. Wiele osób jednak narzeka na to, jak to one mają źle – a nawet licytują się na nieszczęścia – podczas gdy mają taką samą sytuację jak większość ludzi. Każdy ma problemy. I nikt nie mówi o wiecznym gnaniu do przodu. Ja właśnie jestem daleka od popadania w przesadę. Uważam, że ani ciągłe gnanie do przodu nie jest zdrowe, ani ciągłe użalanie się nad sobą.

      Lubię to

  3. Bardzo stoickie podejście 🙂 Sama ostatnio często popadam w dołujące nastroje, bo tu Trump, tam Brexit, a poza tym to zmiana klimatu i wszyscy umrzemy. Ale no właśnie, wszyscy umrzemy, i to jest pewne jak w banku. Więc albo możemy dołować się, albo zaakceptować to, że jest jak jest i szukać pozytywów mimo wszystko (i jeśli mamy taką możliwość – próbować zmienić sytuację).
    P.S. Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga! 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  4. Świetny tekst, coś czego chyba potrzebowałam 🙂 Zgłasza się tu niepoprawna optymistka, z pozytywnym blogiem. Jednak zgodzę się z tym, nie zawsze nasze życie jest kolorowe. Czasem robi się czarno. I właśnie jeżeli umiemy pogodzić się z negatywnymi emocjami, wyciągnąć wnioski z błędów, podnieść się i żyć dalej to można rozmawiać o szczęściu i optymizmie. Nie można bać się własnych emocji! Serdecznie pozdrawiam 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s