„Lekcje Madame Chic”, czyli naucz się od Francuzów, jak cieszyć się życiem

lekcje madame chic

Może, słowem wstępu, jako że taki tekst pojawia się dziś na blogu po raz pierwszy, trochę się Wam z niego wytłumaczę. Zawsze uwielbiałam czytać książki. Miłość tę zaszczepiła we mnie mama. Wiecie, nauka przez obserwację i takie tam. Książki były w domu zawsze, było ich dużo i służyły do czytania, a nie do kurzenia się na półkach i imponowania gościom. Na dodatek, tak się szczęśliwie złożyło, że moja mama ukończyła polonistykę. Co było nieuniknione, czytać nauczyłam się dosyć wcześnie i czytam do dziś. Najpierw były dziecięce bajeczki, oczywiście, później baśnie Andersena, młodzieżowe przygodówki, Harry Potter, powieści Jane Austen, powieści Vargasa Llosy itd. Obecnie jest kilku powieściopisarzy, których bardzo cenię (m. in. ww. Vargasa Llosę), ale… to nie jest przecież wpis o tym, dlaczego warto czytać powieści.

Kilka lat temu bardzo polubiłam książki dotyczące rozwoju osobistego – przeróżne, od bardzo technicznych (które nie wpływają na mnie tak bardzo), po bardzo ogólne, jak np. książki Osho czy Eckharta Tolle (które poruszają mnie do głębi i często wręcz wywołują uczucie katharsis).

lekcje madame chic

W sobotę dokończyłam czytanie książki, która teoretycznie jest zestawem lekcji gustu czy wyczucia stylu i elegancji, porusza ona jednak w dużej mierze temat cieszenia się życiem, więc nie jest to takie sztuczne czy „próżne”, jak mogłoby się Wam wydawać. Lekcje madame Chic to nie jest może objawienie, co więcej, wycięłabym z tej książki całkowicie instruktaże makijażowe, bo uważam, że każdy powinien się malować w takim stylu, w jakim chce, lub wcale się nie malować, jeśli nie ma takiej potrzeby, jednak nadal sporo można z tej książki wynieść.

Ze wstępu dowiecie się, że Jennifer L. Scott wyjechała na studia do Paryża, gdzie zamieszkała z arystokratyczną rodziną. Nie myślcie sobie jednak, że zastała tam nie wiadomo jaki przepych. Jadąc, myślała o wielkich telewizorach w każdym pokoju i ogromnych kanapach, a zastała… Co zastała, dowiecie się, jeśli przeczytacie książkę. Miała też regularnie styczność z Paryżanką, którą nazwała madame Bohemienne, już nie arystokratyczną, ale raczej artystyczną. Lekcje, które wyniosła z pobytu w Paryżu stanowią połączenie lekcji od obu tych kobiet.

Nie chciałabym tu Wam streścić całej książki, a jedynie zachęcić Was do przeczytania jej. Dlatego przedstawię tu kilka najbardziej, według mnie, wartościowych rzeczy, które można z niej wynieść.

#1 Nie przepraszaj za wszystko i nie opowiadaj wszystkim o swojej „beznadziejności”

Jennifer L. Scott opowiada o tym, przy okazji tematu urządzania przyjęć. Według niej francuskie przyjęcia są udane nie ze względu na smaczność lub niesmaczność podawanego jedzenia, tylko ze względu na urok gospodarzy (a właściwie gospodyń, choć w języku polskim to niezbyt szczęśliwe określenie). Mam wrażenie, że gdy odwiedza się kogoś w Polsce, to gospodarze, a właściwie gospodynie za wszystko przepraszają – za „bałagan”, za niedokończony jeszcze posiłek, za to, że coś może nie do końca smaczne… Za autorką apeluję – przestańcie za wszystko przepraszać. Ludzie przychodzą do Was nie dla Waszego porządku, nie dla Waszego kunsztu kulinarnego, tylko dlatego, że Was lubią!

Druga sprawa to opowiadanie o swoich ułomnościach i „niedostatkach” urody. Po co? Po co mówić koleżankom czy mężom, czy komukolwiek o tym, że się ma tu i tam fałdkę, tu pryszcza, a tam nam coś nie wyszło. Ja tego naprawdę nie rozumiem. Niech mi ktoś to wyjaśni. To jest jakieś łączenie się w nieszczęściu? Co to jest?

#2 Odpowiadaj uprzejmością na niegrzeczność

Kolejny drobiazg, którego warto się nauczyć i ja już wiem, że będę się starać. Jeśli ktoś jest wobec Ciebie nieuprzejmy, nie odpowiadaj mu tym samym. Dlaczego miał(a)byś się zniżać do jego poziomu? Przede wszystkim, Ty się tak bardzo nie zdenerwujesz, a po drugie – grubianin zupełnie zgłupieje. 😉

#3 Niech ruch stanie się naturalną częścią Twojego życia

lekcje madame chic

Francuzki są szczupłe. Najczęściej. Zwróciliście/ zwróciłyście kiedyś uwagę? Pomyśleć można, że nie jedzą albo mają tak doskonały metabolizm. A tu się okazuje, że jedzą raczej późno i to sute kolacje. Czyli jednak wrodzony świetny metabolizm? Nie! Francuzki chodzą. Często robią małe zakupy, dużo chodzą pieszo, wchodzą po schodach zamiast używać windy. Tyle razy już o tym wspominałam, a teraz jeszcze łączy mi się to z najbardziej urokliwymi kobietami na świecie. 🙂

#4 Dbaj o siebie

lekcje madame chic

Na (prawie) koniec temat obszerniejszy. Francuzki bardzo o siebie dbają. Nie tylko przez codzienną aktywność, ale także pielęgnację. Poza tym jedzą produkty dobrej jakości, kupują ubrania dobrej jakości (choć niewiele), zajmują swój umysł rozrywką dobrej jakości. Nie chodzi absolutnie o to, by kupować najdroższe rzeczy albo nie wiadomo ile. Raczej należałoby dopasować wszystko do swoich możliwości. Można jeść zdrowo za niewielkie pieniądze (na przykład zjeść marchwiankę ;)). Można kupić sobie niewiele ubrań, ale trochę lepszej jakości. Można iść na wystawę w darmowy dzień muzeum, niekoniecznie kupować bilet do opery. Wystarczy tylko podjąć odrobinę wysiłku. Można obejrzeć stary film (stary nie z lat 90. tylko 50.) – człowiek od razu czuje się, jakby obcował ze sztuką wysoką. Akurat to praktykowałam w weekend, więc wiem, co mówię. 😉

#5 Odnajdź swoje małe przyjemności

I wreszcie, cieszenie się życiem to też, a może głównie, małe przyjemności. Każdy ma swoje. Czytanie książek, spacer, zabawa z psem lub dzieckiem albo i obserwowanie ludzi. Autorka przytacza przykład Amelii (kto nie widział, to marsz oglądać!), która uwielbiała chodzić na targ i wkładać ręce do worka ze zbożem. Mi przychodzi do głowy także ostatnio przeczytana Czekolada i przyjemność, jaką Vianne Rocher chciała podarować mieszkańcom Lansquenet poprzez filiżankę gorącej czekolady albo małą pralinkę. Życie od razu jest piękniejsze, gdy zaczyna się doceniać małe rzeczy.

lekcje madame chic

A to tylko kilka aspektów. Te, moim zdaniem, zasługują na szczególną uwagę, a autorka w książce skrupulatnie je rozwija. Zawsze uważałam Francuzki za wyjątkowo wyrafinowane kobiety, a przecież nie wszystkie są bogate, więc nie mówię tu o jakimś snobizmie czy zmanierowaniu. Wręcz przeciwnie, chodzi o taką francuską niewymuszoną elegancję. Polecam tę książkę, bo uważam, że naprawdę każdy powinien w życiu zaznać odrobiny luksusu, który – powtarzam – nie musi się wiązać z wydawaniem bajońskich sum i kupowaniem ogromnej ilości rzeczy.

Na koniec jeszcze krótka historyjka z życia wzięta:

Jakieś dwa lata temu w Warszawie, na Krakowskim Przedmieściu, zobaczyłam niesamowicie gustowną i pełną wdzięku kobietę. Aż mnie to uderzyło. Wybijała się z tłumu, choć nie była klasycznie piękna. A kiedy się z nią minęłam, poczułam przepiękne perfumy i… usłyszałam język francuski. Chyba coś w tym musi być, no nie?

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. Rzut (krytycznym) okiem na „hygge”
  2. Stwórz swoje własne rytuały | 52 Tygodnie Pozytywności
  3. „Projekt szczęście” Gretchen Rubin – recenzja
  4. Magia robienia nowych rzeczy – „30 dni do zmian” Edyty Zając
Advertisements

3 thoughts on “„Lekcje Madame Chic”, czyli naucz się od Francuzów, jak cieszyć się życiem

    1. Bardzo dziękuję. 🙂 Może to po prostu kwestia gustu makijażowego? Mi niestety takie narzucanie trzech rodzajów makijażu i np. stwierdzenie, że cienie do oczu są tylko na specjalne okazje po prostu nie odpowiada.

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s