Kup coś, co dawno za Tobą chodzi | 52 Tygodnie Pozytywności

robienie zakupow nie jest takie zle

Znacie uczucie chęci posiadania czegoś, któremu jednocześnie towarzyszy moralizatorski głosik z tyłu głowy: nie kupuj tego, to ci wcale nie jest potrzebne albo zastanów się i wróć do tego później? No więc ja je znam i nie wierzę w to, że jestem w tym osamotniona. I temu właśnie poświęcam ten tydzień.

Po ostatnim moim tekście na pewno już zorientowałyście/zorientowaliście się, że czasami mam mętlik w głowie związany z różnymi hasełkami motywacyjnymi i innymi poradami, jak tu lepiej żyć. Sprawa z kupowaniem sobie rzeczy jest u mnie podobna. Bo z jednej strony mamy np. hasło ciesz się z małych rzeczy, a z drugiej rzeczy nie przynoszą szczęścia – szczęście przynoszą chwile. Do materializmu mi daleko, nie uważam, że marka sama w sobie coś znaczy (no chyba że jest sprawdzona, jak w przypadku butów sportowych), nie mam parcia na gromadzenie rzeczy, ani podążanie za modami, ale wydaje mi się, że właśnie czasem przeginam w drugą stronę i trochę się umartwiam. Może nie po całości, ale jednak trochę.

Zapominam o zasadzie złotego środka

Ok, nie wszystko muszę mieć. Są rzeczy, których naprawdę potrzebuję i są takie, które są zbytkiem. Czasami jednak nie jestem pewna do której szufladki w swojej głowie upchnąć daną rzecz i gdzieś tam się z nią bujam dobre parę miesięcy, zanim zdecyduję, że skoro nie wychodzi mi to z głowy, to przydałoby się to mieć. Wydaje mi się, że utknęłam w pułapce odkładania zakupów na później. Lubię podejmować rozsądne decyzje – także zakupowe – i bywa, że to mnie mocno ogranicza. Bo dlaczego niby od czasu do czasu nie pozwolić sobie na małą przyjemność wynikającą z kupienia czegoś? Zwłaszcza, że uświadomiłam sobie, że minimalistką też nie jestem – lubię mieć w domu przytulnie, lubię mieć coś na ścianie, ramki ze zdjęciami na półkach, pierdółkę, którą zrobił mi mój mąż na walentynki, gdy jeszcze moim mężem nie był, a na lodówce przypominające miłe chwile magnesy.

robienie zakupow nie jest takie zle

Magiczny moment, kiedy mogę zdecydować się na zakup

No właśnie – kiedy on następuje? Czasem zdarza mi się natrafić na tekst dotyczący właśnie rozsądnych zakupów i znajduję tam radę w stylu: zanim coś kupisz, odłóż to na jakiś czas i jeśli o tym nie zapomnisz, to znaczy, że tego potrzebujesz/ warto to kupić. Tylko co to znaczy jakiś czas? U mnie jakiś czas potrafi wydłużyć się do nieskończoności. I jeśli też tak masz, zadanie (ło matko, już szesnaste!) na dziś jest dla Ciebie:

Zadanie #16 Kup TO w końcu

Skoro mamy cieszyć się z małych rzeczy, nie możemy non stop się ograniczać i umartwiać, i myśleć, że przecież mogłabym to odłożyć na coś fajniejszego, większego, droższego, czarną godzinę, przyszłość dzieci. Jeśli bardzo chcesz oszczędzać, rób to z głową (do tego zapewne jeszcze wrócę), zaplanuj domowy budżet, przelewaj co miesiąc konkretną kwotę na konto oszczędnościowe albo postanów sobie, że zawsze będziesz przelewać tam też zwrot podatku. Nie odmawiaj sobie każdej przyjemności. Nie odmawiaj sobie zakupu różowej torebki, która chodzi za Tobą od roku albo nowego komputera, bo stary przecież jeszcze zipie – to nic, że ma już 10 lat. Trzeba trochę pożyć.

Czasami to nasze odkładanie zakupów jest całkiem absurdalne. W moim przypadku na przykład. Wiecie czego nie mam w domu? Wazonu. Od roku chodzi za mną wazon do kwiatów, a teraz jego brak boli mnie szczególnie, bo ten bez i konwalie tak cudnie pachną, a ja mogę je wąchać co najwyżej na spacerze. Więc kupię sobie ten głupi wazon, mimo że mogłabym wziąć „kryształowy” po pradziadkach. Nie lubię „kryształów” i nie będę się umartwiać. Kupię sobie prosty wazon, a później włożę do niego kwiaty. I jestem pewna, że po roku zdecydowanie sprawi mi to radość. 🙂

robienie zakupow nie jest takie zle

Oczywiście jest milion powodów, dla których sobie czegoś nie kupujesz – to nie muszą być finanse. Może uważasz, że coś Ci nie przystoi albo że za odważne, albo że to zbytek, albo najpierw musisz schudnąć. Nie namawiam Cię, żebyś spełniał/spełniała każdą swoją zachciankę. Pamiętaj jednak, że życie masz jedno, a jego długość jest ograniczona. Na tyle, żeby uświadomić sobie, że te wszystkie argumenty tracą przy tym jakiekolwiek znaczenie. Dopóki bezpośrednio nie masz negatywnego wpływu na życie innych ludzi – nie przejmuj się tym, co o Tobie powiedzą, jeśli coś sobie kupisz. A nade wszystko pamiętaj, że piękne chwile przynoszą największe szczęście, ale czasem miło jest sobie kupić po prostu jakąś rzecz. To wcale nie musi się wykluczać.

Myślę, że dopiero takie podejście może być nazywane rozsądnym i umiarkowanym – minimalistyczne i materialistyczne podejścia do tematu, to zawsze będą ekstrema. Jeśli któreś z nich Cię uszczęśliwia, nie mam z tym żadnego problemu, bo nikt nie powinien mieć. Jednak nie rób nic na siłę i nie goń za trendami, które nijak nie pasują do Twojego życia, bo może Cię to unieszczęśliwić.

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Macie podobny kłopot? A może w jakiś ciekawy sposób sobie z nim poradziłyście/poradziliście? Dajcie znać 🙂

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Ostatnie teksty z tego cyklu:

  1. Jeśli musisz z kimś konkurować – konkuruj ze sobą | 52 Tygodnie Pozytywności
  2. Dlaczego warto czytać książki o rozwoju osobistym | 52 Tygodnie Pozytywności
  3. Schematy i nawyki – czy to zawsze dobra droga? | 52 Tygodnie Pozytywności
  4. Nie rób z siebie męczennika | 52 Tygodnie Pozytywności

Pozostałe znajdziesz w zakładce: 52 Tygodnie Pozytywności

A na dokładkę: Terror pozytywności?

Zacznij TERAZ czy wrzuć na luz?

równowaga między pracą a odpoczynkiem

Oto jest pytanie – chciałoby się rzec. Jeżeli też czujecie się nieustannie bombardowani ze wszystkich stron tymi dwoma sprzecznymi hasłami i nie wiecie, co z tym począć, to zapraszam do lektury. 🙂

Z jednej strony słyszymy, że ciągle robimy coś za wolno, obijamy się, zbyt mało osiągamy, za słabo o siebie dbamy. No gdzie ten Twój sukces? Co Ty robisz ze swoim życiem? Gdzie te Twoje miliony? Dlaczego nie przebiegasz codziennie kilku kilometrów? Trzeba być pięknym, wysportowanym, młodym, ambitnym i bez skazy. A nade wszystko, jeśli założy się jakiś cel albo postanowienie, to o-mój-boże-jak-to-nie-robisz-tego-codziennie-przecież-to-prokrastynacja! Z drugiej strony mamy idee slow life, work-life balance, czasu dla rodziny, czasu na życie, odpuszczania sobie. Jeśli ktoś podchodzi do tego ortodoksyjnie, to mógłby powiedzieć, że ktoś inny się przepracowuje. Albo jak to nie masz czasu się spotkać. Albo dlaczego nie masz jeszcze dzieci, ani psa.

No i co z tym fantem począć?

Każdy ma swoją definicję sukcesu i szczęśliwego życia

Zacznijmy od tego, że każda z tych – z pozoru sprzecznych – idei ma sens. Oczywiście, że nie warto być couch potato, który nic nie robi ze swoim życiem i tylko żre czipsy przed telewizorem. Tylko co się robi ze swoim życiem ponad to żarcie czipsów, to już jest dosyć indywidualna sprawa i należy o tym pamiętać. Jesteś wziętym prawnikiem albo chirurgiem plastycznym? Super. Pamiętaj tylko, że ktoś inny może spełniać się jako nauczyciel. Prowadzisz firmę? Nie zapominaj o tym, że to nie jest jedyna ścieżka kariery. Pracujesz w korpo? Nie obrażaj ludzi pracujących w sektorze publicznym albo freelancerów. Ogólnie rzecz biorąc – pracujesz? Nigdy nie obsmarowuj matek. One mają w domu naprawdę ciężką harówkę, która w dodatku jest niepłatna i mało kto ją docenia. Innymi słowy – zawsze pamiętaj o zasadzie „żyj i daj żyć innym” (po swojemu).

Bez priorytetów ani rusz

równowaga między pracą a odpoczynkiem

Przede wszystkim trzeba pamiętać o priorytetach. Jeśli nie masz jeszcze takowych sprecyzowanych, to popracuj nad tym. Dopóki nie masz priorytetów, to każda próba narzucenia sobie jakiegoś nawyku albo celu, będzie jak machanie rękami na oślep. Pomyśl sobie, jakie w ogóle są sfery w Twoim życiu (przykładowo: rozwój duchowy/osobisty, związki z najbliższymi, kondycja fizyczna, kariera, odżywianie itp.) i – kierując się sercem (!) – ustal, które z nich są dla Ciebie najważniejsze, a które najmniej ważne. Później możesz sobie też ustalić ich procentowy udział w Twoim życiu – dzięki temu będziesz wiedzieć, ile swojego czasu tak naprawdę chcesz im poświęcić. Jak już to ustalisz, to nie daj sobie wmówić, że coś innego jest ważne. Nie. Dla Ciebie jest ważne to, co jest ważne dla Ciebie. I koniec. Tym samym – jeżeli jesteś szczęśliwa/szczęśliwy, mimo nadprogramowych kilogramów, to miej gdzieś, że jakaś fit koleżanka próbuje Ci wmówić, że dzień bez wyciskania, to dzień stracony. Choć dla niej to z pewnością prawda. 🙂

Czasem warto poczekać

Z tym zaczynaniem teraz, natychmiast jest jeszcze jeden problem. Nie zawsze warto. Jeżeli chcesz być fit, a w momencie, gdy pierwszy raz o tym pomyślisz, jesteś przeziębiona/przeziębiony albo masz okres, no to sorry, ale raczej nie będzie z korzyścią dla Ciebie, jeśli dasz sobie wtedy wycisk. Słuchaj swojego organizmu. Wycisk będzie na Ciebie czekał, gdy poczujesz się lepiej. 😉 Albo od strony bardziej umysłowej – jeśli pomyślisz sobie, że Twoim celem jest np. nauczenie się języka norweskiego, ale w obecnej chwili jesteś zakręcona/zakręcony i po prostu życie Ci na to nie pozwala, to poczekaj. Język norweski ciągle tam będzie, gdy Ty uporasz się z różnymi pilnymi sprawami, które Ci się nawarstwiły. Bo jeśli mimo szalonego czasu zaczniesz, to możesz się łatwo zniechęcić. Zawsze pamiętaj, że jesteś tylko człowiekiem i szanuj siebie. 🙂

Wrzucaj na luz z głową

To teraz trochę od tej drugiej strony. Wiesz, kiedy warto wrzucić na luz? Kiedy czujesz się naprawdę przemęczona/przemęczony i masz wszystkiego dosyć. Kiedy od harówki drętwieją Ci nogi i plecy. To ewidentny znak, że trzeba dać sobie chwilę odpoczynku. Może jakiś spontaniczny wyjazd? A może wystarczy spacer, spotkanie z przyjaciółką na pogaduszki przy kawie, mała sesja rozciągania, półgodzinna przerwa w pracy, masaż pleców wykonany przez partnera (nie bój się poprosić!). Natomiast nie wrzucaj na luz, kiedy czujesz, że za chwilę nastąpi przełom w Twojej pracy albo masz super przypływ natchnienia, a akurat piszesz książkę (natchnienie jest kapryśne); kiedy po prostu włącza Ci się mode leniuszek, a wcale nie jesteś zmęczona/zmęczony; kiedy jest ładna pogoda i szkoda Ci ją przegapić (to nie jest ostatni dzień ładnej pogody w Twoim życiu, ani nawet w tym roku). Naucz się odróżniać lenistwo od prawdziwego zmęczenia.

To da się pogodzić

równowaga między pracą a odpoczynkiem

Kiedyś do pamiętników (czy dzieci wciąż mają pamiętniki albo „złote myśli”?) wpisywało się wierszyk, który zaczynał się od słów „ucz się i pracuj, baw się i śmiej”. I wiesz co? To jest właśnie to. Złoty środek. Umiar. Balans. Jeśli masz już swoje priorytety, to wiesz, co chcesz osiągnąć, a czego nie. Co jest dla Ciebie ważne. Pracuj nad tym gorliwie i nie słuchaj narzekań innych, że pracujesz za dużo i w ogóle nie nad tym, co trzeba. Pamiętaj też, żeby robić sobie przerwy na proste przyjemności. Co jakiś czas pozwól sobie na większą: jakiś wyjazd (na taki, na jaki Cię stać) albo inny wypad do SPA. Czy co tam sprawia Ci radość. Spróbuj to wszystko sobie jakoś zorganizować (tu znajdziesz kilka sposobów na organizację czasu), jeśli to ułatwi Ci sprawę (mi na przykład ułatwia – planuję sobie także odpoczynek), a jeśli ogarniasz bez szczegółowego planowania i tak lubisz, to po prostu działaj. A nade wszystko – słuchaj siebie, a nie innych. Tylko Ty wiesz, co dla Ciebie dobre.

Jak sobie radzicie z zachowaniem takiej równowagi? Jeśli macie jakieś sposoby, to koniecznie się nimi podzielcie. 🙂 I co robicie, gdy ktoś wie, co dla Was najlepsze?

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. Pokonać prokrastynację – tablica motywacyjna i list do siebie z przyszłości
  2. Pokonać marazm
  3. 25 lekcji z 25 lat życia
  4. Nie marnuj dnia, nie marnuj życia… Ale co to właściwie znaczy?
  5. Potęga wytrwania w decyzji, czyli postanów coś sobie | 52 Tygodnie Pozytywności

Nie rób z siebie męczennika | 52 Tygodnie Pozytywności

jak stawiać ludziom granice

Warto pomagać innym ludziom. Warto utrzymywać kontakty z bliskimi ludźmi. Jednak wszystko ma swoje granice, o których warto pamiętać dla własnego dobra.

Gdybym chciała ten tekst koniecznie zatytułować pozytywnie (bez niesławnego „nie”), tytuł musiałby brzmieć „szanuj siebie”. Tylko że wtedy napisałabym tak długi tekst, że nie chciałoby się Wam go czytać. A prawda jest taka, że jeśli przyjrzycie się moim tekstom z tego cyklu, zauważycie, że one wszystkie składają się na szacunek do siebie i innych ludzi. Dziś zawężam pole manewru do konkretnego aspektu szacunku do siebie, a nawet do konkretnego przejawu asertywności.

To jest coś, z czym sama ciągle się zmagam, bo wiem, że jeśli jakoś się z tym nie ogarnę, to będę wiecznie wykończona. Nie tylko fizycznie, ale – może nawet przede wszystkim – psychicznie. Wiem, że czytają mnie głównie kobiety i jestem pewna, że przynajmniej część z Was boryka się z podobnym problemem – z problemem dogodzenia wszystkim i utrzymywania relacji ze wszystkimi za wszelką cenę. Z tą drugą częścią sama już całkiem nieźle sobie poradziłam i odsyłam Was tu do tekstów o radzeniu sobie z negatywnymi ludźmi i o wybaczaniu.

Twoje sprawy są zawsze bardziej istotne niż moje

Natomiast wciąż kuleje u mnie chęć uszczęśliwienia wszystkich i pomagania im we wszystkim. Takiego ratowania świata. Część z Was powie, że to jest zaleta. Oczywiście, że jest – w oczach innych ludzi, bo robimy dla nich coś dobrego i we własnych – z tego samego powodu. Fajnie by było jednak jakoś połączyć to z asertywnością, żeby nie paść ofiarą tejże zalety. Ja na przykład zawsze wszystkich muszę wysłuchać (nawet jeśli nie mam czasu, bo mam na głowie mnóstwo własnych spraw, ale można mi wmówić, że przecież moje są mniej ważne), pilnować utrzymywania relacji (choć z niektórych po pewnym czasie rezygnuję, jeśli widzę, że po drugiej stronie nie ma ani grama chęci ani starań), wszystkich zawsze odwiedzać, wyręczać i o wszystkim pamiętać. Jest to wykańczające, ale jeśli tego wszystkiego nie robię, to pojawia się u mnie myśl, że ze mnie chyba jest zła córka, zła żona, zła siostrzenica, przyjaciółka, wnuczka. Gdybym miała dzieci to pewnie pojawiłaby się tu opcja „zła matka”.

Dlaczego tak jest?

jak stawiać ludziom granice

Trochę się tu przed Wami otwieram, ale robię to po to, żebyście wiedziały (wiedzieli? są tu mężczyźni, którzy tak się przejmują?:)), że nawet uśmiechnięte, szczęśliwe i pozytywne kobiety mają tego typu dylematy. Na szczęście mam przynajmniej świadomość, że to w dużej mierze wina naszej kultury, w której wciąż wychowuje się „grzeczne dziewczynki” i „małych bohaterów/łobuziaków”. Całe moje szczęście, że moja mama nie brała w tym udziału i udało się jej przynajmniej w pewnej mierze uchronić mnie przed zgubnym wpływem tego rodzaju stereotypów.

No dobrze, skoro już tutaj wyłożyłam problem i jego prawdopodobną przyczynę, to może zastanowimy się, co by tu zaradzić? 🙂

Zadanie #15 Przestań ratować świat. Albo przynajmniej zacznij od siebie

#1 Uświadom sobie, że nie musisz

Po pierwsze i najważniejsze: nic nie musisz. Jesteś wolnym człowiekiem i wszystkie decyzje, które podejmujesz, podejmujesz z własnej woli. Nikt nie może Cię do niczego zmusić. Nie masz wobec nikogo żadnych obowiązków (no, poza swoimi dziećmi, bo są od Ciebie zależne oraz Twoim pracodawcą i kimkolwiek, z kim podpisałaś/podpisałeś jakąś umowę).

#2 Pomyśl, co najgorszego może się stać, jeśli…

To działa zawsze. W przypadku każdego stresu. Pomyśl sobie, co się stanie, jeśli np. nie odpiszesz komuś natychmiast, jeśli oddzwonisz, gdy skończysz swoje zajęcia, jeśli nie zrobisz czegoś, co jest niezgodne z Twoimi przekonaniami itd.

#3 Oswój się z tą myślą

Wyobraź sobie tę najgorszą możliwą sytuację. Wczuj się w to. A potem przemyśl, na ile prawdopodobne jest, że to się wydarzy. Czy Twoja przyjaciółka już więcej się do Ciebie nie odezwie, jeśli nie przez godzinę nie odbierasz telefonu? Nie sądzę. Myślę raczej, że zrozumie, że też masz prawo być zajęta.

#4 Zacznij testować

Po prostu to wypróbuj. Kontynuując przykład – nie odbieraj telefonu (a nawet po prostu go wycisz!), gdy pracujesz, ćwiczysz albo kiedy się relaksujesz. Masz do tego prawo.  Później oddzwoń i sprawdź, co się stanie. Ja zamierzam na ten tydzień na czas pracy i relaksu ustawić telefon tak, żeby przepuszczał tylko połączenia od mojego Męża. Przez godzinę czy dwie świat się nikomu nie zawali beze mnie. Nie raz zdarzyło mi się, że ktoś czegoś ode mnie chciał, a ja tego nie zauważyłam i gdy później pytałam, okazywało się, ze już sobie świetnie poradził. 🙂 Naprawdę – dorośli ludzie radzą sobie bez Ciebie.

#5 Wyprowadź z błędu

jak stawiać ludziom granice

Jeśli ktoś bardzo przyzwyczaił się do tego, że jesteś na każde jego zawołanie i to NATYCHMIAST. To jest problem z obecnymi czasami – zawsze jesteśmy online, zawsze pod telefonem. Trudniej o zachowanie higieny psychicznej, niż kiedyś. Ale da się. Powiedz, że masz prawo mieć czas dla siebie. Tak, jak Ty respektujesz prawo tej osoby do czasu dla siebie. Tylko je respektuj!

#6 Poproś o drobną przysługę

To niezawodny sposób mojej mamy. Jeśli czujesz, że ktoś zaczyna wchodzić Ci na głowę, spróbuj jego o coś poprosić. A jeśli się nie wywiąże i będzie marudzić, że nie ma czasu, no to chyba sama/sam widzisz, co się dzieje. Doskonale wiesz, że i Ty masz swoje obowiązki, a jednak temu komuś pomagasz. On/ona nie pomaga Tobie w drobnej sprawie, bo „nie ma czasu”? No to sorry, ale co to za relacja?

#7 Pilnuj się

Jeśli kiedykolwiek złapiesz się na myśleniu, że koniecznie i natychmiast musisz coś dla kogoś zrobić, pomyśl sobie, czy dana osoba zrobiłaby dla Ciebie to samo. Jeśli nie – ona też może poczekać/zrozumieć.

#8 Pamiętaj, że aby komuś pomóc, musisz najpierw zadbać o siebie

Na każdym przedstawieniu zasad bezpieczeństwa w samolocie stewardessy i stewardzi mówią o tym, że jeśli wypadną maski tlenowe, to najpierw trzeba ją nałożyć sobie, a dopiero później swojemu dziecku. Dlaczego? Bo jeśli stracisz przytomność, to nikomu nie pomożesz! Przełóż sobie tę metaforę na codzienne życie i zawsze o niej pamiętaj. To Twoja podstawowa zasada bezpieczeństwa.

#9 Ciesz się (względną) swobodą i czasem, który zyskałaś/zyskałeś na zakończeniu zamartwiania się

A czego nigdy nie musisz znosić?

Czyichś fochów i złego traktowania. Jeśli czujesz, że ktoś traktuje Cię źle, to z całą pewnością tak właśnie jest. Najpierw z tym kimś porozmawiaj, powiedz, jak się z tym czujesz. Zlał to? Kolejny krok to rezygnacja z utrzymywania kontaktów z tą osobą. Niezależnie od tego, kim dla Ciebie jest. Nie daj się wykorzystywać ani szantażować emocjonalnie. Nigdy.

Zapewniam Was, że jesteśmy w tym razem. Sama chcę nad tym popracować i ten tydzień właśnie temu dedykuję. 🙂

Macie ten problem? A może jakiś niezawodny sposób, żeby sobie z nim radzić? Koniecznie się nim podzielcie!

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Pozostałe teksty z tego cyklu:

  1. Potęga wytrwania w decyzji, czyli postanów coś sobie | 52 Tygodnie Pozytywności
  2. Szacunek i tolerancja, czyli podstawa wszelkich relacji | 52 Tygodnie Pozytywności
  3. Odgruzuj swoją przestrzeń i poczuj przypływ energii | 52 Tygodnie Pozytywności
  4. Stwórz swoje własne rytuały | 52 Tygodnie Pozytywności
  5. Wiosenne zmiany | 52 Tygodnie Pozytywności
  6. A może by tak… nieco profilaktyki | 52 Tygodnie Pozytywności
  7. Rezygnacja – jak to ugryźć? | 52 Tygodnie Pozytywności
  8. Czym dla CIEBIE jest pozytywność? | 52 Tygodnie Pozytywności
  9. Zaplanuj podróż | 52 Tygodnie Pozytywności
  10. Wyślij kartkę, nie SMS-a | 52 Tygodnie Pozytywności
  11. Jeśli musisz z kimś konkurować – konkuruj ze sobą | 52 Tygodnie Pozytywności
  12. Dlaczego warto czytać książki o rozwoju osobistym | 52 Tygodnie Pozytywności
  13. Schematy i nawyki – czy to zawsze dobra droga? | 52 Tygodnie Pozytywności

A na dokładkę: Terror pozytywności?

Wypad Szczecin-Berlin – pomysł na majowy weekend

szczecin i berlin na majówkę

Rozważacie szybki wypad do Berlina i/lub Szczecina? W tym tekście znajdziecie wszystko, co potrzebujecie na ten temat wiedzieć! 🙂

Od lat pielęgnujemy z Mężem (choć wtedy jeszcze nie-mężem) tradycję wiosennych wyjazdów do dużych (a czasem i niedużych) miast w Polsce. Tym razem popadłam w zwątpienie, bo „kończą” nam się już miasta i chyba trzeba będzie zacząć uskuteczniać wycieczki do stolic krajów z Polską sąsiadujących, co wcale nie jest złym pomysłem – ale po prostu droższym. 🙂 Zaczęłam więc przeglądać strony z tanimi lotami i pewnego dnia moim oczom ukazało się rozwiązanie naszego „problemu” Pierwszego Świata – tanie loty na trasie Warszawa-Szczecin. Wyjazdu do Szczecina do tej pory odmawiałam, bo przecież to tak daleko – 8h w pociągu to jednak pół dnia. Oczywiście można jechać w nocy, ale to jest dosyć męczące. A tu nagle okazuje się, że za taką samą kwotę, jaką wydalibyśmy na pociąg, da się polecieć! A sam lot trwa ok. 45 minut. Sprawdziliśmy.

I dzień – przylot

Późnym wieczorem (po 22) przylecieliśmy na lotnisko w Goleniowie i stamtąd mieliśmy transfer autobusem do Szczecina (wskazówka: poszukaj biletów na TEJ stronie). Wjeżdżaliśmy od takiej strony, że mieliśmy przepiękny widok na oświetlone budynki Starego Miasta – cudo. W hotelu byliśmy ok. 23. Jeśli chodzi o podróż samolotem do Szczecina, to minus jest właśnie taki, że Goleniów jest oddalony od Szczecina i dojazd busem zajmuje ok. 50 minut.

II dzień – płaczące niebo nad Szczecinem

Śniadanie u Króla Jana

co zobaczyc w szczecinie

Zaczęło się tak, że nie zadzwoniły nam budziki i wstaliśmy o 9. Nie wiem, jakim cudem byłam gotowa (włącznie z myciem głowy, suszeniem i makijażem) o 10, ale widocznie jak się zbiorę w sobie, to potrafię. 😀 Burżujsko poszliśmy sobie na śniadanie do Bajgli Króla Jana, które mieliśmy bardzo niedaleko, a które bardzo polecam – to idealne śniadanie, a każdy znajdzie tam coś dla siebie – i roślino-, i mięsożerca.

Zamek Książąt Pomorskich

co zobaczyc w szczecinie

Niestety tego dnia lało jak z cebra. Trzeba było jakoś przeżyć ten peszek, więc wybraliśmy się najpierw na zwiedzanie zamku. Ta przyjemność kosztuje 12 zł bez ulgi, a z ulgą 6. Według mnie zamek jest przepiękny z zewnątrz, ale i wewnątrz było ciekawie – krypty z cynowymi sarkofagami książęcymi, sala kartograficzna, sala z makietami (przepiękne! nie wiedziałam nawet, że wciąż jest tyle zamków w Polsce), Galeria Gotycka z obrazami sztuki współczesnej i – najciekawsza naszym zdaniem – Cela Czarownic.

co zobaczyc w szczecinie

szczecin na majowke (4)

szczecin na majowke (3)

Szczecin się postarał i sale są naprawdę fajnie zrobione, jeśli chodzi o multimedialność i przybliżanie kultury przeciętnemu zjadaczowi chleba. A na deser to, co niedźwiadki lubią najbardziej, czyli widok z Wieży Dzwonów. Niestety zdjęcia nigdy nie oddają tych widoków, ale może zachęcą Was do odwiedzenia Szczecina.

Nadal padało, a do wybranej przez nas trasy w schronach zostało nam jeszcze trochę czasu, więc poszliśmy na lunch do Jak Malina. Mają tam piękne lunche, ale tego dnia akurat był zbyt miętowy, jak na mój gust, więc wzięłam sobie stałe danie z karty – makaron bodajże izraelski z bakłażanem. Pyszka. Naprawdę polecam.

co zobaczyć w szczecinie

Zwiedzanie schronu przeciwlotniczego

Nasyceni żarełkiem wybraliśmy się do schronów (Podziemne Trasy Szczecina). Wybraliśmy trasę II Wojna Światowa, a więc zostaliśmy zaprowadzeni do rekonstrukcji schronu przeciwlotniczego. Muszę przyznać, że warto się na coś takiego wybrać, bo rzeczywiście można poczuć ten klimat – oprowadzanie trwa godzinę i jest tak pomyślane, że pobudza wyobraźnię. Dodatkowo przewodnik był bardzo sympatyczny i nie unikał żarcików, a to bardzo nietuzinkowe podejście do tematu wojny. Jest jeszcze druga trasa – Zimna Wojna – która obejmuje zwiedzanie schronu przeciwatomowego. Cena takiej atrakcji to odpowiednio 25 zł – za bilet normalny i 20 zł – za bilet ulgowy.

Wciąż padało, więc poszliśmy po prostu do multitapu The Office, w którym panował iście londyński wystrój (szczególnie w sali w podziemiu). Podsuszyłam swoje całkowicie przemoknięte stopy, trochę się ogrzaliśmy i wyruszyliśmy w świat, żeby kupić coś na kolejny dzień na wyjazd do Berlina (i na szybkie śniadanie rano). Dość wcześnie wróciliśmy do hotelu i wymarznięci wygrzewaliśmy się pod kołdrą. 🙂

Nieszczęśliwy wybór noclegu

Okazało się też, że hotel zrobił nas w jajo, bo wyłączyli ciepłą wodę ze względu na działalność Szczecińskiej Energetyki Cieplnej i tylko powiesili karteczkę w windzie informującą o tym i przepraszającą za „nieudogodnienia”. Gdy Olek (to imię mojego Męża – będę się nim posługiwać, bo ciągłe używanie zwrotu „mój Mąż” trochę mnie irytuje) poszedł zapytać, co proponują, postanowili zaproponować wymeldowanie. A my mieliśmy na kolejny dzień zaplanowany całodniowy wypad do Berlina i nie było o tym mowy. Nie wiem, czy macie świadomość, ale hotel (od jednogwiazdkowego) ma obowiązek zagwarantować bieżącą ciepłą wodę. To jest zapisane w ustawie. Jeśli więc kiedykolwiek coś takiego Was spotka, dopominajcie się o swoje. Ten hotel to Campanile Polska. Nie będę go kryć, zamierzam złożyć reklamację i nigdy więcej nie skorzystam z jego usług.

III dzień – Berlin

O 9 siedzieliśmy już w autobusie do Berlina, a na miejscu byliśmy ok 11:30 (wskazówka: bilety można kupić na stronie, którą podawałam przy dniu I, ale również możecie kupić bilet na kolej regionalną przez PKP). Sama droga była fascynująca i pokazała jak bardzo jesteśmy w Polsce do tyłu z ekologią. Zaraz po przekroczeniu granicy ukazały się naszym oczom wielkie farmy wiatraków po lewej i wielkie farmy paneli słonecznych po prawej, przeplatane połaciami żółciutkiego rzepaku. Z dworca ZOB bez problemu dotarliśmy metrem (ze stacji Kaiserdamm) do Alexanderplatz, gdzie rozpoczęliśmy naszą wyprawę (wskazówka: zaopatrzcie się w euro drobniejsze niż banknot 100, żeby móc kupić dzienny bilet – Tageskarte – w automacie; normalne są po 7 €; zaopatrzcie się też wcześniej w plan metra i plan miasta – my to wszystko mieliśmy w książkowym przewodniku). Zaskoczy Was brak jakichkolwiek bramek w metrze – Niemcy mają najwidoczniej bardzo wysoki poziom zaufania społecznego. 🙂

Wyspa Muzeów i Muzeum Pergamońskie

Z Alexanderplatz przeszliśmy się do Wyspy Muzeów (i po drodze wypiliśmy najgorszą kawę ever, która jednak spełniła swoje zadanie), gdzie znajduje się główny cel naszej wyprawy – Muzeum Pergmońskie, w którym spędziliśmy jakieś 2h, bo niestety większość eksponatów była w renowacji. Jednak zobaczyliśmy wjazd do Bramy Isztar i część poświęconą kulturze islamu, co też było fascynujące.

A architektura hellenistyczna i Ołtarz Pergamoński? Następnym razem, gdy już będą po renowacji 🙂 Bilet do Muzeum Pergamońskiego kosztuje 12 €, a audioprzewodniki są w cenie. I mają je też w języku polskim. 🙂

Unter den Linden

Z Wyspy Muzeów skierowaliśmy się na deptak Unter den Linden i przeszliśmy się aż do Bramy Brandenburskiej, skąd odbiliśmy najpierw w lewo do Pomnika Pomordowanych Żydów Europy, a później w prawo – do Reichstagu.

co zobaczyć w Berlinieberlin w jeden dzien (5)berlin w jeden dzien (6)berlin w jeden dzien (7)

Kontynuując spacer, udaliśmy się do Checkpoint Charlie, ale to akurat uważam za słabe. Ot, taka atrakcja turystyczna, stoi sobie statysta udający amerykańskiego żołnierza i ludzie ustawiają się w kolejce, żeby zrobić sobie z nim zdjęcie. Nie moja bajka. Właściwie od razu wyruszyliśmy na obiad do wegańskiej Daluma (Dalumy?) i jedliśmy tam coś w rodzaju Budda Bowls. Nie byliśmy tym jakoś szczególnie zachwyceni, bo nie było gorące, ale przynajmniej zdrowe i najedliśmy się na długo. I tam akurat kawa była pyszna!

East Side Gallery

Przedostatnim przystankiem był Mur Berliński i East Side Gallery. 1316-metrowa pozostałość muru została zamalowana przez artystów z całego świata – dlatego też większa jej część jest odgrodzona od chodnika barierkami. Znajdziecie tam m. in. słynny pocałunek Breżniewa i Honeckera. A także wiele innych niesamowitych dzieł.

co zobaczyć w Berlinieberlin w jeden dzien (11)berlin w jeden dzien (12)

Największa przypadkowa atrakcja dnia

Tym sposobem zatoczyliśmy niemalże koło i znów wylądowaliśmy na Alexanderplatz, gdzie dość sprawnie zrobiliśmy szybkie zakupy w DM i w Edece (jeśli obserwujecie mnie na Insta, możecie zobaczyć, co kupiłam 🙂 na wyjazdach staram się też coś tam publikować w Stories, więc być może też Was to zaciekawi). Jednak, co najciekawsze trafiliśmy tam na Günthera Krabbenhöfta, czyli prawdopodobnie najlepiej ubranego starszego pana na świecie. 🙂 Polecam Wam bardzo śledzić jego instagram (g.krabbenhoft). Po tych wszystkich atrakcjach zmęczeni wróciliśmy w dość szaleńczym tempie na autobus. Dlatego polecam raczej kupić bilet na dworzec ZOO – jest zdecydowanie bliżej centrum niż ZOB.

IV dzień – pożegnanie ze Szczecinem i pyszny indyjski obiad

Dzień zaczęliśmy znów od pysznego bajglowego śniadania, a ja w końcu przekonałam się, że to cappuccino, a nie mokka, jest moją ulubioną kawą. 🙂 Korzystając z dobrej pogody przeszliśmy się po Starym Mieście, wstąpiliśmy do przepięknej gotyckiej Katedry św. Jakuba (wstęp 8 zł i mało przyjemna pani, która informuje o tym stukając palcem w tabliczkę), w której znajdują się niesamowite ołtarze w nawach (poniżej przykład), po czym zrobiliśmy sobie spacer bulwarem nad Odrą aż do Wałów Chrobrego.

co zobaczyć w Szczecinieszczecin na majowke (8)szczecin na majowke (9)

Stamtąd pojechaliśmy do dzielnicy willowej, chłonąc po drodze widok willi znajdujących się przy al. Wojska Polskiego.

W tej niesamowitej dzielnicy, która niestety bije piękny Stary Żoliborz na głowę, zrobiliśmy sobie przyjemny spacer małymi uliczkami  i w końcu wróciliśmy na obiad do Kathmandu. Jeżeli lubicie kuchnię indyjską, to na pewno przypadnie Wam do gustu. Poza tym piękny wystrój i przepyszne lassi! W moim osobistym rankingu knajp indyjsko-tajsko-nepalskich ta chyba wygrywa. Tuż przed odjazdem wstąpiliśmy do Browaru Stara Komenda, który swoim wystrojem wygrał ze wszystkimi browarami restauracyjnymi i multitapami, w jakich kiedykolwiek byłam.

co zobaczyć w Szczecinie

Ogólne wrażenia

Szczecin to bardzo ładne zachodnie, poniemieckie (to widać szczególnie w budynkach na Wałach Chrobrego – przewodnik ze schronów wyjaśnił nam, że gdy Szczecin był jeszcze Stettinem, alianci nie zbombardowali jedynie tych terenów, żeby mieć, gdzie w razie wygranej przebywać) miasto. Sądzę, że miałabym przyjemniejsze wspomnienia, gdyby nie to, że tak padało, ale to przecież nie wina Szczecina. 🙂 Architektura jest super – szczególnie polecam wyprawę do dzielnicy willowej. Jedzenie też było super, a bajgle to w ogóle mistrzostwo świata! Gdyby pogoda była lepsze to pewnie wybralibyśmy się też nad któreś jeziorko i do jakiegoś parku, ale cóż – następnym razem.

Berlin nie uwiódł nas tak, jak Londyn. Od razu gdy wjechaliśmy do miasta odnieśliśmy wrażenie, że jest całe szare i betonowe. Niestety też niespecjalnie czyste, ale to chyba akurat normalne w wielkiej europejskiej stolicy.  A Niemcy (przynajmniej ci z Berlina) wcale nie są tak bardzo wierni zasadzie Ordnung muss sein, bo przechodzili sobie przez ulicę gdzie chcieli, co jest logiczne, bo czasami mieliśmy problem z tym, żeby znaleźć przejście dla pieszych. Jednak mój mąż, gdy byliśmy na Wyspie Muzeów skwitował Berlin i Niemców „ale trzeba im przyznać – mają rozmach”. Rzeczywiście, przestrzenie między budynkami są tam ogromne (gdyby porównywać pod tym względem Londyn, to ktoś mógłby go ocenić jako duszny, ale dla mnie był po prostu przytulny), a same budynki wielkie, masywne i majestatyczne. Berlin wyglądał też jak jeden wielki plac budowy (o czym przeczytałam wcześniej we wpisie na blogu worqshop, który powstał jakiś rok temu, więc tam jest chyba tak cały czas).

A Wy, byliście w Szczecinie albo Berlinie? Jakie są Wasze wrażenia? Może macie jeszcze jakieś knajpki do polecenia?

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. Jak tanio podróżować po Polsce?
  2. Londyn – miasto możliwości
  3. Zaplanuj podróż | 52 Tygodnie Pozytywności
  4. Ukulturalnij się | 52 Tygodnie Pozytywności
  5. Jak się pakować?

Ukulturalnij się | 52 Tygodnie Pozytywności

kultura za darmo

Wciąż chyba panuje przekonanie, że na kulturę stać tylko bogatych (tak, jak np. na wycieczki). Zapewniam Was, że to nieprawda. A nawet to udowodnię! 🙂

Można się ukulturalniać na wiele sposobów. Idąc na całkowitą łatwiznę można obejrzeć stary, dobry film w internecie albo w telewizji (na niektórych kanałach coś tam czasem bywa). Można pójść na coś na żywo – operę, spektakl, koncert w Filharmonii, balet. Wielu ludzi o tym nie pamięta, ale na świecie istnieją też muzea. Część z nich jest naprawdę warta uwagi. Istnieją też galerie sztuki. Można też przeczytać coś wartościowego.

Do napisania tego tekstu natchnęła mnie nasza ostatnia wycieczka Szczecin-Berlin, którą opiszę w najbliższej przyszłości, a także fakt, że ludzi dziwi, że można chcieć gdzieś pojechać głównie dlatego, że są tam niesamowite muzea. Zapewniam, że można. Zapewniam też, że nie ma w tym nic dziwnego. Dla mnie spojrzenie z bliska na coś, co ma ponad 2 tysiące lat (a czasem i więcej) jest absolutnym katharsis i polecam to każdemu. Koniec dygresji. 🙂

Dlaczego warto?

  • choćby dlatego, że urozmaicacie sobie w ten sposób życie;
  • bo to może obudzić uśpioną kreatywność;
  • (film) bo stare filmy są zupełnie inne – przez to, że nie było takiej technologii, jaka jest teraz, twórcy (i aktorzy!) musieli włożyć więcej wysiłku w to, żeby oddać pewne rzeczy – i obserwowanie tej różnicy jest bardzo przyjemne; poza tym, gdy obejrzycie parę starych filmów, to zaczniecie zauważać nawiązania w filmach, a to jest naprawdę świetne uczucie;
  • (spektakl, balet) bo to zupełnie co innego – obserwować aktorów na żywo;
  • (opera, filharmonia) bo to całkowicie inny poziom sztuki; ja za operą akurat nie przepadam, ale koncert muzyki poważnej wywołuje u mnie prawdziwe uczucie uniesienia 🙂
  • (muzeum i galeria) bo można poczuć historię albo poznać nowe formy sztuki;
  • (książka) bo książka jest dobra na wszystko, a przeczytanie prawdziwego dzieła bardzo pozytywnie wpływa na inteligencję, no i samopoczucie 😉

No to teraz pozostaje pytanie tylko, gdzie iść i za ile. Poniżej znajdziecie moje małe zestawienie. 🙂 Z góry zaznaczam, że jeśli będę odwoływać się do konkretnych miejsc, to będą to miejsca w Warszawie, bo tu mieszkam i stąd jest większość moich Czytelniczek i Czytelników. Ale pamiętajcie: to, że mieszkacie w małej miejscowości nie oznacza, że kultura wysoka jest dla Was niedostępna! Nawet jeśli w Waszej bibliotece jest cienko, to możecie spróbować zapisać się do tej w najbliższym dużym mieście. A na pozostałe atrakcje wystarczy po prostu dojechać do tego miasta. Wiem, że z wieczornymi powrotami po kinie czy teatrze może być ciężko, ale może spróbujcie u kogoś przenocować albo wybrać raczej muzeum czy galerię.

Co, gdzie, jak?

#1 Kino

kultura za darmo

Budżetowo: Przejrzyj program TV i poszukaj czegoś dobrego na kanałach filmowych albo znajdź legalne źródło, dzięki któremu możesz oglądać filmy w Internecie. A następnie utoń na Filmwebie albo innym portalu poświęconym filmom. Jakie stare filmy polecam? Na pewno Dwunastu gniewnych ludzi, Bulwar Zachodzącego Słońca, Gildę i Zawrót Głowy (Vertigo). A ambitne (subiektywnie!), ale niestare? Wielkie Piękno, Trzy Kolory: Niebieski albo Carol. Poszukajcie sobie jeszcze same/sami. 🙂 Na lato fajną opcją są też pokazy filmowe pod chmurką. 🙂

Na bogato: Idź do kina (ale nie do multipleksu). W Warszawie ambitne filmy znajdziesz w kinach: Luna, Muranów, Wisła, Praha, Elektronik, Iluzjon, Rejs czy Świt.

#2 Teatr

Budżetowo: Większość teatrów ma w sprzedaży wejściówki. A bardzo często zdarza się tak, że i tak usiądziesz na standardowym miejscu – o ile nie kupisz wejściówki na premierę. Niedrogie warszawskie teatry, które mają w repertuarze dobre sztuki to Powszechny i Dramatyczny. Wbrew pozorom to właśnie pop-spektakle są droższe. Kolejną opcją jest to, co opisałam w znaleziskachteatr za pińcet groszy. Wejdź koniecznie na stronę i obczaj, co będzie na deskach teatrów w Twoim mieście . 🙂

Na bogato: Po prostu idź do teatru na co chcesz. Mając nieograniczony budżet, poszłabym do Narodowego. 🙂

#3 Opera/Filharmonia/Balet

kultura za darmo

Tu będzie ciężko z wersją budżetową, ale zawsze warto śledzić portal Waszego miasta (albo inny portal, który zbiera darmowe wydarzenia) i sprawdzać, czy przypadkiem nie zbliża się coś darmowego albo niedrogiego, np. pod chmurką właśnie.

#4 Muzeum/Galeria

kultura za darmo

Budżetowo: W większości muzeów i galerii w Polsce jest przynajmniej jeden taki dzień w tygodniu, gdy zwiedzanie jest darmowe lub za symboliczną kwotę. Sprawdzaj po prostu na stronach muzeów. W Warszawie szczególnie polecam POLIN, które ma darmowy dzień we czwartek. Na czasie: 20 maja będzie Noc Muzeów. 🙂 Jednak w Noc Muzeów zdecydowanie polecam zwiedzać takie miejsca, które kiedy indziej nie są dostępne z marszu. Na przykład ministerstwa.

Na bogato: Idź do dowolnego muzeum w swoim mieście. Poziom wyżej: Jedź na wycieczkę i zwiedzaj muzea. Za granicą doskonałe muzea są w Londynie i Berlinie.

#5 Literatura

Budżetowo: Idź do biblioteki i coś pożycz. Polecam Nabokova, Tołstoja, Dostojewskiego albo Cabré.

Na bogato: To samo, ale w księgarni i za pieniążki. 🙂

Zadanie #14 Zrób lub zaplanuj w tym tygodniu chociaż jedną kulturalną rzecz

I nie, nie wystarczy, że powiesz komuś „dziękuję”. 🙂 Wybierz przynajmniej jedną rzecz z powyższej listy (albo może coś innego, o czym nie wspomniałam) i – jeśli możesz – pójdź tam już w tym tygodniu (np. do biblioteki, księgarni czy muzeum) albo zaplanuj ją sobie, tzn. w tym tygodniu zarezerwuj/kup bilety albo – jeśli to darmowe wydarzenie – zaznacz je sobie w kalendarzu. Prawda jest taka, że jeżeli możesz poświęcić czas na scrollowanie Facebooka albo oglądanie seriali (guilty as charged – jest stanowczo zbyt dużo dobrych seriali i do tego wszystkie moje ulubione zaczynają się teraz albo w czerwcu!), to możesz też raz na jakiś czas ruszyć tyłek do galerii albo do teatru. Zwłaszcza, że ciągle mamy pogodę do niczego, a to sprzyja kulturalnym odkryciom. 🙂

Jak mówiłam, ukulturalniłam się na maksa w Berlinie i jestem przekonana, że jeszcze tam wrócę. I to tylko po to, żeby zwiedzać muzea – zwłaszcza, że w Muzeum Pergamońskim trwa akurat renowacja i cała architektura hellenistyczna była zamknięta. 😦 Tymczasem już planuję jakiś wypad do teatru (już tak od roku planuję, bo nic mi z tego nie wychodzi) i na koncert Sinfonii Varsovii przy otwarciu Muzeum Warszawy. 🙂

Strony z darmowymi/niedrogimi wydarzeniami, które warto śledzić:

To gdzie się wybieracie? 🙂

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Pozostałe teksty z tego cyklu:

  1. Potęga wytrwania w decyzji, czyli postanów coś sobie | 52 Tygodnie Pozytywności
  2. Szacunek i tolerancja, czyli podstawa wszelkich relacji | 52 Tygodnie Pozytywności
  3. Odgruzuj swoją przestrzeń i poczuj przypływ energii | 52 Tygodnie Pozytywności
  4. Stwórz swoje własne rytuały | 52 Tygodnie Pozytywności
  5. Wiosenne zmiany | 52 Tygodnie Pozytywności
  6. A może by tak… nieco profilaktyki | 52 Tygodnie Pozytywności
  7. Rezygnacja – jak to ugryźć? | 52 Tygodnie Pozytywności
  8. Czym dla CIEBIE jest pozytywność? | 52 Tygodnie Pozytywności
  9. Zaplanuj podróż | 52 Tygodnie Pozytywności
  10. Wyślij kartkę, nie SMS-a | 52 Tygodnie Pozytywności
  11. Jeśli musisz z kimś konkurować – konkuruj ze sobą | 52 Tygodnie Pozytywności
  12. Dlaczego warto czytać książki o rozwoju osobistym | 52 Tygodnie Pozytywności
  13. Schematy i nawyki – czy to zawsze dobra droga? | 52 Tygodnie Pozytywności

A na dokładkę: Terror pozytywności?

Kwietniowe znaleziska z sieci

kwietniowe linki miesiąca

Witaj, maju! Czas na linki miesiąca. 🙂 Tym razem przede wszystkim nagranie, które powinien zobaczyć każdy, żeby trochę otrzeźwieć i zrozumieć, jak bardzo jesteśmy uprzywilejowani w stosunku do innych. Poza tym duuuuuuża dawka przemyśleń, kilka praktycznych porad (m. in. jak mieć więcej czasu i jak wykonać prosty zamiennik dla woreczków foliowych). Pozwoliłam też sobie zachęcić Was do udziału w kilku wydarzeniach, które odbywają się w Warszawie (a jedno na terenie całej Polski) i warto wziąć w nich udział.

Coś, co mną wstrząsnęło

Młoda dziewczyna z Korei Północnej opisuje, jak wygląda życie w tym kraju

Nie chodzi o to, żebyście się wzruszali, choć oczywiście to naturalna reakcja. Chodzi o to, że to trzeba wiedzieć. Mamy prawo mieć swoje problemy pierwszego świata, ale prawda jest taka, że problemy Koreańczyków są o wiele poważniejsze. Jesteśmy ludźmi, nie odwracajmy wzroku od nieszczęść innych ludzi. Według mnie odwaga i siła tej dziewczynki są niezwykłe. Nie będę tu robić skrótu z nagrania, bo tego po prostu trzeba wysłuchać.

Przemyślenia

3x Nishka:

Czy nie-rodzice mają prawo wypowiadać się o wychowywaniu dzieci?

„(…) sam fakt, że posiadamy dzieci nie czyni nas wcale ekspertami od wychowania. Możemy co najwyżej opowiadać o swoich doświadczeniach i przemyśleniach. Nie powiem, że jest ich tylu, ilu rodziców, bo z pewnością można by stworzyć maksymalnie kilkadziesiąt (a nie kilkadziesiąt milionów) sposobów wychowania”. Koniecznie zajrzyjcie po resztę na bloga.

Szacunek objawia się m. in. dotrzymywaniem słowa i punktualnością

„Rozumiem, że plany mogą ulegać zmianom. Ale osoba, która szanuje słowo, pamięta o tym, żeby je odwołać. Z szacunkiem do słowa wiąże się również szacunek do czasu. Punktualność, dotrzymywanie terminów, nieinformowanie o istotnych kwestiach w ostatnim momencie  – liczenie się z czasem drugiego człowieka. Liczenie się z czasem, a nie liczenie się czasem: czasem tak, a czasem nie…” – tak bardzo się z tym zgadzam ❤

Nie porównuj się do innych

Świetny i zabawny tekst o tym, dlaczego porównywanie się do innych nie ma najmniejszego sensu. Wiadomo, że trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie. 😉 Jak już tak jadę powiedzeniami to pamiętajcie, że jeden woli Kaśkę a drugi Maryśkę. Jesteśmy różni i to jest piękne. Też o tym niedawno pisałam.

3x Tekstualna:

Najbardziej motywujący tekst, jaki przeczytałam w kwietniu (albo w życiu)

„Ale ja też mam dość bycia Wonder Woman. To nie jest jakaś misja życiowa, przyjemność, zaszczyt, zakład, bieg o złoty medal. To ciężka praca. To zmęczenie, bardziej psychicznie niż fizyczne. To taka smutna odpowiedzialność, która nie cieszy tak bardzo”.

Jak znaleźć czas wolny, gdy się jest rodzicem?

Spędzać czas wolny z dzieckiem! 🙂 A poza tym… „Myślę sobie, że może zamiast na siłę szukać opcji, które rozdzielą ciebie-mamę i ciebie-dziewczynę, może po prostu to połączyć? Dzieci nie przeszkadzają w tym, by mieć życie poza domem. Można robić fajne rzeczy z przyjaciółmi i dziećmi jednocześnie. Tylko trzeba to jakoś zorganizować. Nie wiem, kolacje zrób u siebie na balkonie. Dzieci w domu, przyjaciele też, wprawdzie nie narąbiesz się jak nastolatka, ale przecież nie musisz od razy wlewać w siebie wina litrami, żeby poczuć się lekko i beztrosko. Życie można jeść małymi łyżkami. Można zrobić sobie przyjemność spotkaniem z przyjaciółmi, choć nie masz na to dwóch dni, tylko dwie godziny. Czy złapiesz po tym równowagę, poczujesz się lżej, zainspirowana? Na pewno. Na 100%”.

A co wcale nie motywuje

„Nie miej sobie za złe, że twoja motywacja trwa tyle, ile przeczytanie tego zdania. Bo to tak nie działa. Hasła motywacyjne to impuls. Przypomnienie, ładny obrazek, który można sobie wkleić na tablicę na Pintereście. Ja Cię właśnie rozgrzeszam. Nie będzie kary za to, że akurat dziś nie masz siły, by ,,create your own sunshine”, czy tam w czasie deszczu nie szukałaś tęczy, a w nocy gwiazd, czy na odwrót”. Czyli o tym, że hasła motywacyjne są spoko, ale od samego czytania człowiek się w przestworza nie wzniesie.

2x LifeManagerka:

Życie jest niezdrowe i prowadzi do śmierci

Czyli o tym, żeby zachować zdrowy rozsądek w jedzeniu. Rzeczywiście, jakby się tak zastanowić to ciągle jesteśmy bombardowani artykułami o tym, że to i tamto jest niezdrowe. „Siedzenie jest bardzo niezdrowe i prowadzi m.in. do chorób układu krążenia. Sport natomiast wiąże się z podwyższonym ryzykiem kontuzji, można skręcić kostkę, naderwać więzadło, albo w inny sposób unieruchomić się na długie tygodnie. Warzywa i owoce wcale nie są zdrowe, bo są pryskane, a przez to znacząco zwiększają ryzyko zachorowania na raka. A już najgorsze są ziemniaki! Bez względu na to czy są ekologiczne, czy nie – zawierają solaninę, która jest toksyczna. Mówiąc wprost – ziemniaki są trujące”. Mądry tekst, zajrzyjcie po więcej. 🙂

O tym, dlaczego ludzie mają problem z tańcem

Moim zdaniem głównie dlatego, że są zawistni i pruderyjni. Agnieszkę napadł jakiś hejter za to, że udostępniła na Insta Stories nagranie jak… tańczy. Uznał, że oglądanie jej tańczącej wywołuje „ciary żenady”. Siriusli? A Agnieszka z tej okazji postanowiła stworzyć instagramowe „taneczne soboty”. You go girl! ❤

Socjopatka pyta dlaczego ludzi bezinteresownych ze świecą szukać

Dagmara z bloga Socjopatka napisała o problemie, który napotkała podczas organizowania akcji Klasyka dla Smyka. Otóż Domy Dziecka nie odpisywały na wiadomości. Dlaczego? Przeczytajcie, polecam. Co się dzieje z tym światem? Nie rozumiem, naprawdę.

Siła przyciągania

Naprawdę przyjemny tekst o Karmie. Aż chce się żyć, gdy się go czyta. Bardzo mocno wierzę w to, co autorka opisała, więc serdecznie zachęcam do zajrzenia. 🙂

Paweł Opydo o tym, dlaczego szkoła to NIE JEST najlepszy czas w Twoim życiu

Praktycznie

Jak mieć więcej czasu?

Wiadomo, że doba każdego człowieka trwa tyle samo – 24 godziny. Nie da się mieć czasu na wszystko, ale można sobie tak zorganizować dzień, żeby mieć go więcej na to, co nam sprawia radość. 🙂

Jak wydawać mniej pieniędzy?

Psychologia oszczędzania? Jestem za! Tekst dla wszystkich, którzy chcą być jeszcze lepsi w oszczędzaniu, ale i dla tych, którzy totalnie nie wiedzą z czym to się je, a chcieliby umieć coś odłożyć. 🙂

Odżywianie i przepisy

Weganizm dla początkujących

Ja w tej chwili nie do końca jestem przekonana do drastycznego przechodzenia na weganizm, ale nie wiem, co życie przyniesie i stopniowe poszerzanie mojego roślinnego menu bardzo mi odpowiada. Mortycja zgromadziła tyle linków, że głowa mała! 🙂 Koniecznie zajrzyjcie, jeśli jesteście zainteresowani przejściem na weganizm, ale się boicie.

Tłuszcze w diecie

Bardzo dobry, rozsądny tekst o tłuszczach. Trzeba je jeść, ale warto wiedzieć, co wybierać.

Burgery wegańskie z dyni, kaszy jaglanej i soczewicy

Kto zaraz wykrzyknie: „Cooo? z dyni? To tak Ty promujesz sezonowe jedzenie?”. No jasne, że teraz czas na szparagi i botwinkę, ale może komuś (tak jak mi) zalega jeszcze jakiś słoiczek puree z dyni i nie wie, co z nim zrobić? Te burgery! To jest odpowiedź 😀

Kasza gryczana z batatami, porem i chili

Nie wiem, jak Wy, ale ja kocham bataty. Są tak kremowe, że zwala mnie to z nóg. Świetne, proste, niedrogie i sycące jedzonko.

Knajpa: wegemama

Jestem zachwycona jakością i smakiem jedzenia, które tam podają. Byłam tam z koleżanką w porze lunchu i dopadłyśmy jeden z ostatnich wolnych stolików. 🙂 Koleżanka jest mięsożerna i również była zachwycona. Zamierzam tam jeszcze wrócić na ciacho, bo po tym lunchu nic już bym w siebie nie wepchnęła 🙂

Ekologicznie

Czym zastąpić foliowe woreczki?

Niesamowita rzecz – woskowane chusteczki, które świetnie nadają się do przechowywania żywności i doskonale zastąpią woreczki foliowe. Koniecznie muszę takie sobie zrobić. 🙂

Seksualność

Czym jest pozytywna seksualność?

Od razu powiem – to nie jest ktoś, kto niczego się w łóżku nie boi i na wszystko pozwala. Nie. Chodzi raczej o tolerancję i otwartość. Widzicie, ta tolerancja jakoś tak zawsze się pokrywa z pozytywnością! 😀

Wydarzenia w Warszawie (na maj)

Zanim powiesz „tak”

Zawsze myślałam, że takie rzeczy to tylko w Kościele, a tu proszę – taka niespodzianka. 🙂  Jeśli planujecie ślub, a nie jesteście związani z żadnym kościołem, to myślę, że warto z tego skorzystać, zwłaszcza że jest całkiem za darmoszkę. Trzeba się tylko zapisać. Jak piszą autorzy wydarzenia: „Nie przygotowujemy do sakramentu małżeństwa, tylko do praktyki życia we dwoje”. Chwycili mnie tym za serce ❤

Otwarcie Muzeum Warszawy

Na to wydarzenie czekam z niecierpliwością. Nie dość, że zwiedzanie Muzeum będzie darmowe (ale tylko w piątek), to jeszcze planowane są różne atrakcje towarzyszące, np. koncert Sinfonii Varsovii. Warto się wybrać. 🙂

Teatr za 5 zeta

Ukulturalnianie Narodu – ciąg dalszy. 😀 To wydarzenie akurat obejmuje całą Polskę. Obczajcie sobie, czy jakiś teatr w Waszej okolicy bierze w nim udział. 🙂

Serial

Wielkie kłamstewka

Polecam, jeśli lubicie, jak nie wiadomo, o co chodzi 🙂 I jeśli lubicie dobre aktorki i aktorów 🙂

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Znaleziska z wcześniejszych miesięcy:

  1. Marcowe
  2. Lutowe
  3. Styczniowe
  4. Listopadowe

Schematy i nawyki – czy to zawsze dobra droga? | 52 Tygodnie Pozytywności

schematy myślowe jak je zwalczać

Nawyki, także te pozytywne, mają swoją ciemną stronę. Jako maniaczce planowania i uporządkowanego życia dość często rzuca mi się to w oczy. Ostatnio jednak uderzyło to we mnie ze zdwojoną mocą. Nie wiem dlaczego i co konkretnie sprawiło, że to sobie tak gwałtownie uprzytomniłam, ale w końcu dotarło do mnie, że głoszenie wszem i wobec idei doskonałości „umiaru” i „harmonii” jest nie do pogodzenia z sileniem się na to, żeby zawsze mieć wszystko pod kontrolą – najlepiej zaplanowane na milion dni do przodu – i z wypełnianiem tego planu jak w zegarku.

Po części rezultatem tego spostrzeżenia (być może dla wielu oczywistego) jest też małe opóźnienie w pisaniu tego tekstu, bo przecież założenie było takie, żeby publikować teksty w poniedziałki (było też założenie, żeby publikować linki do tych tekstów także na grupie, którą tak zaniedbałam, że wstyd mi teraz do niej wracać). Dziś jest wtorek, a ja w rozmemłaniu długiego weekendu piszę. Mam jednak nadzieję, że wybaczycie mi tę obsuwę tak, jak ja sobie wybaczam. 😉 Mogłam wcześniej napisać kilka tekstów na zapas i pluję sobie w brodę, że tego nie zrobiłam, ale czasami życie jest tak pokręcone, że plany pozostają gdzieś tam w głowie albo na papierze.

Jasne, mogłabym też ślęczeć po nocach nad tekstami, komentarzami, non-stop poszukiwać nowych inspiracji na bloga i nie przeżywać chwil, tylko myśleć, co by tu wrzucić na instagram. Tylko że to ani trochę nie jest zgodne z tym, co za pomocą bloga chcę Wam przekazać. A chcę Wam przekazać, że trzeba mieć do siebie szacunek, wsłuchiwać się w swój organizm i respektować jego potrzeby. Że nie jesteśmy robotami, tylko ludźmi, którzy mają prawo do obsuw, błędów, chorowania i złego samopoczucia. Że czasem trzeba dać sobie odpocząć i nie cisnąć jak dziki osioł.

Nawykowy kierat?

Wracając do nawyków – nie macie czasem wrażenia, że utknęłyście/utknęliście w nawykowym kieracie? Żeby było jasne – nawyki i rytuały są dobre. O ile zachowuje się umiar i zdrowy rozsądek w ich stosowaniu. Przykład? Proszę bardzo. 🙂 Powiedzmy, że codziennie uprawiam jakiś sport/ aktywność fizyczną. No ale dziś nie czuję się najlepiej, bo np. mam pierwsze objawy przeziębienia albo – co gorsza – pierwszy dzień okresu. Czy powinnam rzucać się do ćwiczeń na siłę? No jasne, że nie! To oznaczałoby, że totalnie nie słucham mojego organizmu, który ewidentnie potrzebuje odpoczynku. Zupełnie inaczej podeszłabym do tego gdybym „miała lenia”. Grunt to umieć rozróżnić te dwie sytuacje.

schematy myślowe jak je zwalczać

Co to wszystko ma do schematów? Ano bardzo wiele. Nawyki to przecież takie schematy, które staramy się wypracować sobie, żeby żyło nam się lepiej (albo takie schematy, które bez naszego specjalnego udziału ukształtowały się w naszych głowach; niekoniecznie dobre dla nas). Gdy coś powtarzamy, to nasze mózgi robią sobie z tego schemat i nie musimy się wysilać, żeby na przyszłość o tym pamiętać. No i teraz tak – zaprogramowałam swój mózg na wrzucanie tekstów z cyklu w poniedziałki i myślę sobie, że zawiodę Was, bo publikuję dopiero we wtorek. Zaprogramowałam swój mózg na codzienne ćwiczenia, więc jeśli nie poćwiczę, to znaczy że okazuję słabą wolę. W rzeczywistości jednak prawdopodobnie Wy nie przywiązujecie aż takiej wagi do dnia, w którym publikuję i bez problemu mi tę obsuwę wybaczycie, bo wiecie, że jestem tylko człowiekiem. A jeśli nie ćwiczę, bo mnie coś boli, to nie okazuję słabości, ale wręcz siłę, bo potrafię wybrać to, co jest w danej chwili najlepsze dla mojego organizmu.

Prawdopodobnie macie w głowie wiele takich schematów, zwłaszcza jeśli pracujecie nad sobą i swoimi nawykowymi działaniami. Dlatego zaprawdę powiadam Wam:

(Zadanie #13) Porzućcie ograniczające Was schematy

schematy myślowe jak je zwalczać

Albo chociaż się im przyjrzyjcie. Niestety, schematy mają to do siebie, że bardzo trudno nam je wyłapać. Możesz więc poprosić bliską Ci osobę (albo nawet kilka), żeby zwracała Ci uwagę za każdym razem, gdy zauważy, że postępujesz schematycznie. A wierz mi, to dzieje się często, bo ludzki mózg lubi schematy, bo bardzo upraszczają mu pracę.

Jakie schematy możesz u siebie zauważyć?

  • W zachowaniu – to właśnie je pomogą Ci dostrzec Twoi bliscy. Mogą to być Twoje reakcje na różne codzienne sytuacje albo zachowania, które bezwiednie powtarzasz, a które mają mało sensu i Ci nie służą (ani ludziom w Twoim otoczeniu). Wszystkie one wynikają ze schematów…
  • w myśleniu. Te możesz wysupłać właśnie ze swoich schematów w zachowaniu. Będą to przyczyny Twoich zachowań, które są, mówiąc najprościej stereotypami, które wpoiło Ci społeczeństwo lub które wpajasz sobie sam(a). Mogą być takie, jak te, które opisałam wyżej (myślenie, że rozczarowujesz ludzi lub siebie, bo…; że musisz coś zrobić, bo…; że jeśli czegoś nie zrobisz, to ktoś inny…; itd.) albo mogą odnosić się do innych ludzi (np. „feministki to agresywne babochłopy”, „mężczyźni powinni wnosić lodówki na 9. piętro”, „Amerykanie są głupi”, „muzułmanie to terroryści”, itd.).
  • Autostresory. Postanowiłam stworzyć to słowo (jeśli ktoś już je stworzył pierwszy, to otrzeźwijcie mnie, proszę), bo najlepiej oddaje to, co czasem dzieje się w mojej głowie, a założę się, że i wiele/wielu z Was może się z tym identyfikować. Najlepiej byłoby to wyjaśnić za pomocą przykładu sytuacji. Kiedy ćwiczę jogę, powinnam skupić się na „tu i teraz”, na wykonywanych asanach i oddechu. Bywa jednak, że próbuję coś zrobić na 120 procent swoich możliwości, zamiast na 90-100. Spinam się wtedy, wykrzywiam, boli mnie, ale tak, będę bardziej rozciągnięta, na pewno. Niestety tak to w jodze nie działa. To samo możecie odnieść do jakiejkolwiek sytuacji. Autostresor to taki łobuz w głowie, który mówi „ciśnij, ciśnij, będziesz lepszy/lepsza!”. Wtedy człowiek się spina i osiąga dużo gorsze rezultaty. Wiem, że niektórym ludziom służy takie spinanie się i robienie rzeczy pod presją czegoś/kogoś, a przynajmniej tak twierdzą. Czasami też nie ma wyjścia i trzeba się spiąć, ale w miarę możliwości próbujmy w codziennych sytuacjach trochę wyluzować. Ciągły stres nikomu nie służy.

Jest prosta recepta na poskromienie autostresorów – zamień w swoim myśleniu słowo „muszę” na „chcę” i pilnuj, żeby nie robić z nawyków kajdan. Jeśli przyłapiesz się na tym, że zaczynasz się stresować, że koniecznie musisz coś zrobić, bo to jest zdrowe, zatrzymaj się na moment i powiedz sobie: „Ale zaraz, przecież ten nawyk ma mi dobrze służyć. Jeśli będę się stresować wykonaniem go, to próżny trud, bo stres zniweczy wszelkie moje starania”. Ja zwykle wtedy trzeźwieję i się rozluźniam. Powtarzam: nawyki i rytuały są złotem, ale jeśli któregoś dnia poczujesz, że lepiej Ci zrobi poczytanie książki, niż medytacja to, proszę Cię, poczytaj tę książkę. Nawet „muszę” odpocząć brzmi jakoś niefajnie. „Chcę” lub „potrzebuję” odpocząć już brzmi dużo lepiej.

Warto też unikać stwierdzeń zaczynających się na „nie mogę”. Przykłady?

  • nie mogę, bo już kiedyś to robiłam – gdy np. chcesz wrócić do kiedyś już przeczytanej książki
  • nie mogę, bo to jest dziecinne
  • nie mogę, bo co ludzie powiedzą
  • nie mogę, bo to strata czasu/ nie mam na to czasu/ mam ważniejsze sprawy na głowie – te „ważniejsze sprawy na głowie” mogą się okazać tylko pozornie ważniejsze
  • nie mogę, bo kot na mnie leży (no dobra, to jest akurat wspaniała wymówka, polecam 😉 )

Dlatego jeśli przyłapiesz się na takich schematycznych sposobach myślenia i działania, a zwłaszcza tych, które sprawiają, że się stresujesz, spróbuj wyluzować. Zapytać siebie, dlaczego tak uważasz i poszukać tego stereotypu, który za tym wszystkim stoi. Ja przed weekendem majowym postanowiłam wyluzować i robić wszystko w swoim tempie, do czego zainspirował mnie Andrzej Tucholski. Uważam, że jest to genialny sposób na odpoczynek dla ludzi, którzy ciągle za czymś gonią. A najłatwiej jest wyluzować odpuszczając sobie schematy, które nas ograniczają. Teraz jest na to wspaniały moment, bo zakładam, że duża część z Was ma teraz wolne.

Uwierzcie – jeśli się do tego przyłożycie, to naprawdę zmieni jakość Waszego życia. Zawsze warto się uwolnić od jakiegoś „muszę”/„nie mogę”. 😉

Co Wy na to? Znajdujecie u siebie czasem tego typu schematy myślowe?

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Pozostałe teksty z tego cyklu:

  1. Potęga wytrwania w decyzji, czyli postanów coś sobie | 52 Tygodnie Pozytywności
  2. Szacunek i tolerancja, czyli podstawa wszelkich relacji | 52 Tygodnie Pozytywności
  3. Odgruzuj swoją przestrzeń i poczuj przypływ energii | 52 Tygodnie Pozytywności
  4. Stwórz swoje własne rytuały | 52 Tygodnie Pozytywności
  5. Wiosenne zmiany | 52 Tygodnie Pozytywności
  6. A może by tak… nieco profilaktyki | 52 Tygodnie Pozytywności
  7. Rezygnacja – jak to ugryźć? | 52 Tygodnie Pozytywności
  8. Czym dla CIEBIE jest pozytywność? | 52 Tygodnie Pozytywności
  9. Zaplanuj podróż | 52 Tygodnie Pozytywności
  10. Wyślij kartkę, nie SMS-a | 52 Tygodnie Pozytywności
  11. Jeśli musisz z kimś konkurować – konkuruj ze sobą | 52 Tygodnie Pozytywności
  12. Dlaczego warto czytać książki o rozwoju osobistym | 52 Tygodnie Pozytywności

A na dokładkę: Terror pozytywności?